Archive

Posts Tagged ‘Kraków’

Dvb-t- testy w Krakowie

Marzec 7th, 2009

Jakiś czas temu w Krakowie rozpoczęto testy dvb-t, uruchamiając dość słaby nadajnik przy ośrodku TVP na Krzemionkach, który swym zasięgiem obejmował bardzo mały obszar. W ostatnich dniach pojawiła się informacja o tym, iż ma zostać uruchomiony inny nadajnik, który miał być umieszczony na najważniejszym w regionie punkcie nadawaczym- w Chorągwicy.  Siła sygnału miała zostać zwiększona o 1500 razy. W dniu dzisiejszym stwierdziłem, że znajdę swoją antenę wewn. i podłączywszy do telewizora spróbuję choćby poszukać kanałów i zobaczyć jaki będzie tego efekt.

Niedawno stałem się użytkownikiem telewizora 32LG5700, który ma w sobie wbudowany tuner dvb-t. W momencie dokonywania zakupu byłem totalnym laikiem w tematyce dvb-t i nie zwracałem zbytniej uwagi na fakt istnienia tego tunera. Po jakimś czasie wzbogaciłem swą wiedzę i uświadomiłem się, że obsługa tunera dvb-t będzie w moim telewizorze niemal bezużyteczna :|. Wiąże się to z tym, iż mój tuner obsługuje mpeg-2,  a docelowo ma być w Polsce używany mpeg-4. W związku z tym w przyszłości chcąc korzystać z dvb-t będę zmuszony zakupić zewnętrzny tuner dvb-t, albo moduł/ kartę z obsługą mpeg-4, którą zaaplikuje do slot’u w odbiorniku tv. Trudno…

Podłączyłem bardzo skromną antenę do TV i zacząłem wyszukiwać kanały. Oprócz kanałów analogowych tv znalazł sobie coś dvb-t: pięć kanałów TVP, które są nadawane w dvb-t oraz trzy stacje radiowe polskiego radia. Jaki efekt?  Z racji braku obsługi mpeg-4 na kanałach widoczne jest jedynie info/epg, natomiast radio działa.

Na chwilę obecną, ze względu na koszty zakupu sprzętu dvb-t daruję sobie dalsze testy. Na codzień i tak korzystam z telewizji satelitarnej. Łechce jedynie Tvp HD ;).

nuda , , , ,

Kraków i nieodłączny jego poranny (i nie tylko) obraz… Korki!

Październik 20th, 2008

Od kilku miesięcy przejazd przez Kraków to istna gehenna. Rano korek, po południu korek, w południe też, ale ciut mniejszy… Swego czasu dojeżdżając autobusem MPK na uczelnie wystarczyło mi ok 40-50 min, teraz jeżdżąc samochodem podobną trasę okazuje się, że 1h to mało, a czasem gdy jest jakiś dziwny armagedon to i 2h nie wystarczy. Dodam że do docelowego punktu jeżdżę objazdami, które sobie wymyślam z zamysłem jazdy jak najmniejszymi korkami. Kończy się to i tak, że korki mnie nie opuszczają, ale i tak jest to lepsza czasowo alternatywa względem standardowej trasy.

Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy aby jednak nie porzucić „burżujstwa” w postaci samochodu, zadbać o środowisko naturalne (itp. bla bla) i znów nie jeździć MPK. Byłoby kilka sporych plusów, m.in możliwość czytania książek w trakcie, ale okazało się że przejazd z domu do pracy i na odwrót zajmuje ok 2h… Spasowałem. Już lepsza jazda w korku, która łącznie zajmie do 1h (średnio). Przy okazji można dobrej muzyczki posłuchać, zjeść coś, mimo wszystko zdecydowanie bardziej wygodnie dojechać.

Mam nadzieję, że w końcu ulica Kamieńskiego zostanie w pełni udostępniona dla samochodów i oba pasy będą aktywne. Co jak co, ale wydaje mi się, że w kwestii trasy mego przejazdu, to jest to właśnie ten newralgiczny odcinek drogi. Odkąd zaczęła się budowa pobliskiego centrum handlowego, to trasę którą zwykle przejeżdżało się 5 min teraz pokonuje się przeważnie 10 razy dłużej…

Nie chcę dzień w dzień tracić 2h-3,5h na sam dojazd do pracy i z powrotem…

Tak na koniec wylewania żalu. Na dobrą sprawę, to mógłbym jechać „autostradą” (obwodnicą) spory kawałek trasy, ale… „Autostrada” jest remontowana już kolejny rok i na niej również korki. (słowo autostrada z premedytacją okraszone zostały cudzysłowem).

Bez kategorii , , ,

Krakowski rynek i knajpy (puby i etc.)…

Luty 2nd, 2008
Nie lubię łażenia po knajpach, siedzenia w nich również. Pewnie dlatego, że dawno nie trafiłem na jakąś porządną, która spełniłaby choć w odrobinie moje wymagania.
Nie jestem typem człowieka, który spotkanie ze znajomymi, wyobraża sobie jako pójście w jakieś zatłoczone miejsce, pełne napitych i odurzonych rożnymi dziwnymi specyfikami „dzieciaków”. Słowo „dzieciaki” w tej kwestii przenoszę na płaszczyznę nie wieku, a specyficznego sposobu bycia, mentalności czy jak to tam inaczej nazwać. Dzisiaj miałem wątpliwą przyjemność przebywania w tego typu miejscu. Niestety tak wyszło, że plany się trochę pokrzyżowały i w taki czy inny sposób sytuacja zmusiła mnie do tego, aby zawitać w takim miejscu. Po prostu pięknie na samym wejściu :). Za samo wejście trzeba zapłacić frycowe, potem jeszcze miśkowaty ochroniarz stempluje wchodzących niczym mięso z ubitego tucznika :). Jakoś nie znalazłem sensu do tej pory tych czynności, bo jaki sens jest oznaczać wchodzących w takiej sytuacji? Przecież każdy na wejściu opłaca swą późniejszą „rozrywkę”, a bez tej opłaty nikt wejść przecież nie może. Wchodzi się pojedynczo, zatem… Sam nie wiem, może to ma mieć swój dodatkowy urok- prawie jak „tatuaż” z gum do żucia  :). Może ktoś mnie oświeci? Nie znam się.
Zawitałem w takowe miejsce, bo nie chciałem wyjść na aspołecznego- teraz żałuję, to fakt, ale taki był mój wybór.

Pisząc tego posta nie miałem zamiaru opisywać swoich przeżyć i odczuć dotyczących wizytowania w powyżej opisanym miejscu, ale tak wyszło ;). Potraktujmy to jako wstęp.

Co raz gorzej czuję się, gdy muszę/chcę iść na piwo do jakiejś knajpy. Jeśli trafi się na Kazimierz, to jeszcze nie jest źle, ale jak już padnie na Rynek, to ogarnia mnie ogromy żal, bo okazuje się, że tak na prawdę, to nie widzę miejsca dla siebie. Rynek od jakiegoś czasu mieni mi się jako miejsce spędu, oprócz denerwujących British Men, ludzi którzy za swój cel stawiają, za przeproszeniem, nawalić się w trzy dupy, coś w trakcie porobić, a na następny dzień cieszyć się, z tego, że film się urwał- „stary, normalnie ale była zabawa”. Generalizuję, ale też zeknąłem się nie raz z takowymi relacjami przebiegu „zabawy”.

Na Rynku już nie ma knajpek, które mógłbym odwiedzić, po to aby zwyczajnie porozmawiać sobie, wypić przy tym parę piwek i posłuchać w miarę dobrej muzyki. No chyba że w środku tygodnia koło południa :). Nie mam w tej kwestii jakichś wyolbrzymionych potrzeb- ot muzyka, która nie będzie zagłuszała rozmowy i doprowadzała do stanu, w którym muszę krzyczeć, aby mnie usłyszano. Dawno do takowego miejsca nie trafiłem. Zdaję sobie sprawę, że Kraków nie jest mały i pewnie jest sporo miejsc zaspokajających moje wymagania, ale jak widać niekoniecznie łatwo jest na nie trafić. Może mam pecha i dlatego trafiam nie tam gdzie chcę.
Takie czasy, takie potrzeby większości.

Kazimierz jest jednym z takich miejsc, gdzie pewne rzeczy jeszcze nie posunęły się w zmianach do tego stopnia. Uwielbiam te klitki, gdzie jest np 20-50 miejsc siedzących, a czasem o połowę mniej. Siedzisz w pomieszczeniu, które jest stylizowane na XIX wiek lub początek XX, w tle słychać jakiś jazz, albo coś innego subtelnego. Miodzio :). Można wypić parę piwek, w trakcie porozmawiać, wejść w jakąś dyskusję, pośmiać się i spędzić miło czas. Ot taka swego rodzaju ostoja pewnych rzeczy, niemal jak „rezerwat przyrody” :).

Ktoś powie- czemu w takim razie nie idziesz od razu na Kazimierz? Niestety, ale czasem po prostu bliżej, szybciej itd…
Mam nadzieję, że Rynek w tej materii wróci jeszcze do swego wcześniejszego blasku. Gdzie ten dawny smaczek (np.) „Pod Jaszczurami”? Nie chcę, aby było tylko tak jak ja sobie wyobrażam, lecz raczej marzę o jakimś złotym środku- dla każdego coś co mu potrzeba.
Dużym pozytywem jest fakt, iż powstają co raz to liczniej, poza „Starym Miastem” inne ciekawe knajpki. Może z czasem przyciągną większą klientelę.

Na koniec. Ile razy jeszcze muszę dojśc do tego wniosku, aby go praktykować? Wolę być odbierany jako człek aspołeczny, niż idąc w owczym pędzie zawitać w pewne miejsca i robić coś czego nie lubię…

P.S. MPK się poprawiło ;). W końcu jeżdżą autobusy przegubowe i nie ma jednej wielkiej puszki sardynek :D.
P.S. 2 Gorączka.. piątkowej nocy ;). Może ktoś skojarzy ;)

Miał byc koniec już wcześniej, ale.. Nie ma to jak „moja” osiedlowa knajpka. Lepszej pizzy nie jadłem. Pizza z pieca opalanego drewnem :) i piwo jakieś takie lepsze. Może przez te kufle litrowe :P

Bez kategorii , , , , , ,

Poczta Polska- PRIORYTET c.d.

Listopad 22nd, 2007

Ciąg dalszy wcześniejszego posta. Mała poprawka. Okazało się, szkoda że dopiero po niemal tygodniu, że paczka została wysłana nie priorytetem a w zwykły sposób. Cóż… Nawalił nadawca z allegro. Byłoby to może i bez znaczenia, gdyby nie fakt, iż dość znacznie zależało mi na tym, aby mieć to jak najszybciej. Abstrahując od formy przesyłki i tak szła ona dość długo- winna iść maks ok. 6 dni, doszła po 9.

W międzyczasie zdobyłem dodatkowe doświadczenie, które polegało na licznych kontaktach z Pocztą Polską. W trakcie czekania starałem się dowiedzieć cokolwiek na temat aktualnego etapu procesu dostarczania paczki. Dzwoniłem gdzie się dało. Muszę nadmienić, że bardzo zdziwiła mnie postawa pań pracujących w pobliskim urzędzie pocztowym. Nie było problemów ze sprawdzeniem, czy aby nie zdarzyło się tak, że paczka już jest, a ja po prostu nie otrzymałem a viso. Zawsze były skłonne sprawdzić stan posiadanych przesyłek (telefonicznie). Od tychże pań otrzymałem namiary telefoniczne na placówkę, która zajmuje się dostarczaniem paczek- nie pamiętam nazwy, ale jak ktoś będzie chciał to znajdzie; istotne frazy: poczta, ul. Prokocimska Kraków. Dzwoniłem pod podane numery i niestety tu już było gorzej. Nie sposób było się gdziekolwiek dodzwonić. Może ktoś skorzysta, może komuś skróci to czas dzwonienia i szukania numerów, dlatego podam kilka numerów na które warto dzwonić, gdy mieszkasz w Krakowie i chcesz sprawdzić stan przesyłki.
Ot i one:
12 652 33 13 <— tu na 100%, po podaniu numeru nadania paczki można sprawdzić stan przesyłki- mi się udało :)

12 652 33 17 oraz końcówka 18 <— ponoć to co wyżej, ale tu nigdy nie udało mi się dodzwonić

12 652 33 12 <— kierownik „czegoś” związanego z przesyłkami. Również nie udało mi się nigdy dodzwonić

Powyższe numery telefonów trzeba traktować jak, powiedzmy „telefony zombie”, gdyż bardzo ciężko doświadczyć tego, aby ktokolwiek się pofatygował i odebrał telefon.

Bez kategorii , , ,

Wisła Kraków – Groclin Grodzisk Wlkp. 3:0

Listopad 10th, 2007

Trochę w innej tematyce niż zwykle :).

 

Można powiedzieć, że: gdy Brożki nie mogą to Zieńczuk da radę. Kolejny mecz, gdzie okazuje się, że z piłkarza, który przez wielu spisany był już na straty i na odejście z Wisły Kraków, stworzył się piłkarz mogący zmienić postać meczu, piłkarz który może zadecydować o efekcie gry. Bardzo się z tego cieszę, że Zieńczuk powrócił do dyspozycji, a na pewno roli jaką spełniał wcześniej w Amice. Pamiętam ostatni mecz „Zienia” w Amice przeciwko Wiśle Krk. Akurat tak się zdarzyło, że zawodnik, który już właściwie był jedną nogą w krakowskim klubie, przyczynił się do tego, że Wisła miała spore problemy w meczu. Sądziłem, że po takowym zaprezentowaniu się, przejście do Wisły będzie czymś oczywistym, tzn. że świetna gra będzie dalej, ale z tą różnicą iż na zupełnie innym pułapie rozgrywek- Liga Mistrzów, Puchar UEFA… Okazało się, że Zieńczuk obniżył swe loty. Przyznaję, że byłem jednym z tych, którzy widzieli w pewnym momencie koniec kariery tego piłkarza w Wiśle i również przyznaję, że byłem w błędzie. Co jak co, ale Marek Zieńczuk jest jednym z takich (obecnie) piłkarzy, którego pozazdrości każda drużyna w OE.

 

Inna sprawa. Mianowicie, byłem bardzo bliski wybrania się na Reymonta i oglądania meczu na żywo, ale aura, która od samego rana panowała w Krakowie skutecznie wybiła mi to z głowy. Skończyło się na pizzy, piwku (zawsze niepoliczalny rzeczownik) i (C)anal+ w osiedlowej knajpce :).

 

Reasumując. Idzie w tej kwestii ku lepszemu. Wisła chyba będzie znów mistrzem Polski. Druga pozytywna rzecz tej kolejki to fakt, iż Cracovia w końcu zdobyła 3 punkty na wyjeździe.

http://www.wislakrakow.com/www/showarticle.php?articleid=16303

Uncategorized , , , , ,