3. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie- maj 2010
Już chyba stało się to standardem, że moje wpisy dotyczące wydarzeń, w których brałem udział, komentuję ze sporym opóźnieniem. Tym razem od opisywanego przeze mnie zdarzenia minęło ok 3 tygodni
. Nie ma co zbytnio prowadzić tłumaczeń- brak czasu i tyle.
Chroniczny brak czasu, kiepska pogoda i inne czynniki obiektywne końcówki maja, niemal wykluczyły mnie z tej edycji FMF, która miała być mym pierwszym udziałem w tymże wydarzeniu. Niemalże do ostatniego momentu ważyło się to czy wezmę w nim udział. Nie ukrywam, że dość istotnym argumentem, który rzutował na podejmowanie decyzji był aspekt aury, która zapanowała w niemal całej Polsce od dobrych kilku tygodni. Pierwotnie w założeniu, miejscem w którym miał się odbyć festiwal, miały być krakowskie Błonia. Niestety z wiadomych powodów miejsce nie nadawało się do tego celu, w związku z czym zadecydowano o przeniesieniu imprezy do hali ocynowni chemicznej Arcelor Mittal Poland (Huta T. Sędzimira).
Pierwsze moje emocje były bardzo niejednoznaczne. Z jednej strony pojawiło się zaciekawienie co do miejsca i wyraz aprobaty dla podjętej decyzji, z drugiej natomiast pojawiło się ogromne rozgoryczenie, gdyż po raz kolejny okazuje się, że w Krakowie- mieście kultury itp. itd., nie ma hali w której można byłoby zorganizować na odpowiednim poziomie koncertu, widowiska. WSTYD…
Udało mi się zdobyć bilety na dzień trzeci FMF- na wielki finał, czyli projekcję trzeciej części trylogii Władca Pierścieni z muzyką na żywo (22 maja 21:00). Dojechaliśmy z Piękną samochodem pod kombinat, gdzie zaparkowaliśmy i udaliśmy się przez bramę główną kombinatu do środka. Za bramą czekały podstawione autobusy, które zawoziły ludzi w docelowe miejsce gdzie miał odbyć się finał festiwalu. Pierwsze wrażenie po wejściu do hali było pozytywne. Namioty sponsorów, jakieś miejsce z jedzeniem, niezła organizacja… Ogólnie bez wielkiego szału, ale przyzwoicie
Sama hala robiła wrażenie swymi rozmiarami oraz klimatem, jednakże po rozpoczęciu widowiska szybko okazało się, że lokalizacja niesie z sobą sporo mankamentów. Krótko… Nawet jeśli osoba przed Tobą siedząca miała o 10 i więcej cm mniej wzrostu, to i tak część ekranu z napisami stawała się niewidoczna. Dźwięk miał odgrywać zasadniczą rolę w tym wydarzeniu, a tu okazywało się, że wystarczyła jedna osoba, która z jakichś powodów zechciała wyjść zagłuszała muzykę- „podłoga” z blachy dość znacznie zagłuszała upragnione dźwięki. Na szczęście w pewnym momencie zrezygnowałem z napisów, a „chodzących” starałem się zignorować
.
Samo założenie Festiwalu jest godne pochwały, wykonanie nieco gorsze, ale to tylko i wyłącznie ze względu na lokalizację. Jeśli będę mieć możliwość to udam się w przyszłym roku na kolejną edycję. Ciekawe co Będzie.
Krótki filmik z finału


Szybkimi krokami nadciąga kolejny koncert, na którym po prostu muszę być- i będę