Rock Metal Fest 2010- Kraków Studio
Od jakiegoś czasu zrobiło się bardzo muzycznie w Krakowie, między innymi za sprawą festiwalu Rock Metal Fest, który po raz kolejny odbył się w krakowskim Klubie Studio. Mając doświadczenie z zeszłego roku wiedziałem czego się spodziewać, więc bez chwili namysłu zakupiłem bilet, który grzecznie leżąc w szufladzie czekał na 20 marca 2010, aby w pełni zostać wykorzystanym.
Nieco obawiałem się o swoją kondycję, na jakby nie patrzeć swego rodzaju „maratonie muzycznym”, który rozpoczynając się o 15:00 miał potrwać co najmniej do ~2AM. O dziwo dałem radę i wraz z innymi „wytrwałymi” byłem do samego końca. Nie ma co ukrywać, że do finałowego występu KATa dotrwała jedynie część tych, którzy byli jeszcze na Acid Drinkers- ot zmęczenie niektórych było silniejsze aniżeli chęć usłyszenia i zobaczenia Kata :>.
Jak w kwestii muzyki? Poziom na pewno nie był wyrównany- niektórzy znacznie odstawali poziomem umiejętności gry, posiadanego sprzętu, ale całość oceny jak najbardziej na plus.
Panowie z Acid Drinkers jak zwykle dali popis swych możliwości technicznych gry oraz tego że… hmm ogólnie mają jaja i wiedzą jak dać czadu. Wisienką na torcie był cover Metalllicy- Whiplash. Jak dla mnie rewelacja. Mam nadzieję, że 16 czerwca będę miał okazję usłyszeć ten utwór w wykonaniu Metallicy na żywo- wtedy porównam
.
Kolejna pochwała będzie dla Romana i KATa. Na prawdę chylę czoła i z uznaniem będę się wypowiadał na ich temat. Jak swego czasu nie przepadałem za Romkiem, przede wszystkim ze względu na teksty, które umówmy się momentami porażały swą „treścią”, to teraz uważam że jest to czołówka obecnie grających kapel metalowych w Polsce. Zdanie moje ukształtowane zostało niemal w 100% poprzez sferę muzyczną/instrumentalną- muzycy którzy współpracują z Romanem to prawdziwa ekstraklasa. Szczególnie mam tu na myśli Krzysztofa („Pistolet”), którego gra na gitarze nie może się nie podobać, ot piękne solóweczki. No tak, ciężko nie wspomnieć o „tańcach” Romana
. Powiedzmy, że jest to jakiś smaczek KATa, który zlepia się w całość zespołu- ot ma to swój urok.
Czas na trzecie miejsce. Moim zdaniem niedoceniony we właściwy sposób- Jelonek. Uważam że pora o której zaczął grać, czyli godzina
ok. 16:15 była nieco krzywdząca, bo po raz kolejny stwierdzam, że Jelonek to absolutna czołówka wśród tych, którzy potrafią zabawić tłum, nie tylko swą muzyką, ale przede wszystkim swym podejściem do ludzi. Oj działo się podczas jego występu pod sceną :>.
Dalej… Turbo. Bardziej kwestia sentymentu. „Dorosłe dzieci”- potrafią ruszyć niemal każdym, no ale całokształt? Nie powalili mnie na kolana, ale było dobrze.
Czas na Złe Psy z Nowakiem na czele. Spotkałem się z opiniami, że Nowak niech lepiej dalej gra i… gra, bo śpiewanie jakoś nie jest jego mocną stroną. Fakt, nie jest to jego talent numer jeden, ani dwa ani trzeci i… itd. ale też z drugiej strony nie ma tragedii. Duży plus za dość ciekawy cover T. Nalepy- „Oni zaraz przyjdą tu”. Ciekawie się tego słuchało. Warto wspomnieć jeszcze o tym, że pod względem sprzętu który Nowak miał ustawiony na scenie, to wielu w Polsce może z zazdrością sobie o nim marzyć. Potem już z górki- Frontside i reszta. Wiem że to niesprawiedliwe z mej strony, aby oceniać coś co, albo traktuje się z pewnym uprzedzeniem, albo najzwyczajniej w świecie słucha się jedynie z okolic „baru” pijąc coś co przypomina piwo. No niestety- frontside już dawno mi się znudził do tego stopnia, że gdy inni niemal piszczą na ich widok, ja muszę uciekać byle dalej
. Pozostałe zespoły zostały poświęcone dla celów towarzyskich, dlatego nie opiniuję :>.
Co tu dużo mówić? Jeśli ktoś lubi taką muzykę, to nie pozostawało w sferze dyskusji i zastanawiania się. czy się tu zjawić. Trzeba było być i przeżyć. Dawno się tak nie wyszalałem. Chyba ostatni raz w taki sposób szalałem na Woodstock w lecie :]. Chociaż nie… Tym razem chyba było więcej skumulowanego w krótkim czasie szaleństwa pod sceną :> . Zabawa wyśmienita, ale też co muszę przyznać okupiona ciężko :>. Rano czułem się jakbym wypadł z maszynki do mięsa- stłuczony łuk brwiowy, sporo siniaków, żebra też jakby przeliczone kilkukrotnie no i co najgorsze… Niestety wszystko powyższe przejdzie i się zagoi, ale moje „prawie” nowe glany” noszą znaczne ślady użycia”
. Warto było!!!
Pozostaje teraz czekać na jakiś kolejny koncert, chociaż nieco obawiam się o swój wolny czas, czy mi go wystarczy na jakieś kolejne „ekscesy”. Zobaczymy. Na pewno przed Sonisphere musi się coś dziać :>

Szybkimi krokami nadciąga kolejny koncert, na którym po prostu muszę być- i będę