Urlop- luty 2011 :)

Luty 17th, 2011

Zakopane- zagłębie Rosjan :)

Styczeń 10th, 2011

Niestety nie udało nam się pojechać w górki na Sylwestra, a że bardzo chcieliśmy doświadczyć nieco zimy w górach, to tuż po Nowym Roku wybraliśmy się do Zakopanego, a dokładniej do Kościeliska gdzie wynajęliśmy pokój.

Z prawej strony jest zdjęcie z miejsca, w którym mieliśmy pokoik- cicho i spokojnie, z ładnym widokiem na Giewont, a w pobliżu sklepik, w kŧórym można kupić świeże bułki na śniadanie, albo wracając z Zakopanego coś na „kolację” ;).
Nieco obawiałem się tego, że z Kościeliska będzie nieco za daleko, aby pieszo iść do centrum Zakopanego, ale okazało się, że nie było źle. Przyjemny, może 15 minutowy spacer, w trakcie którego mija się Szymoszkową, Hotel „Kasprowy”, targ pod Gubałówką i jesteśmy na Krupówkach. No ale, że samymi Krupówkami żyć nie można (wiem, wiem Kochanie- można, ale ja nie bardzo :>), to należało odrobinę chociaż pochodzić w plenerze. Wybraliśmy się zatem na spacer do Doliny Kościeliskiej. Pogoda piękna, na szlaku niewiele ludzi jak na to miejsce, więc szło się bardzo przyjemnie- ot miły kilkugodzinny spacerek. Przyznaję, że patrząc na te wszystkie widoki na około aż mnie ciągnęło, aby wybrać się gdzieś dalej… :)
Cudny widok nie pozostawiający wątpliwości co do tego czy warto tam iść :)

hmmm… Ano tak :)
Tytuł sugerował nieco inna treść wpisu. No tak, miało być o „Braciach ze Wschodu”. Po tym wyjeździe do Zakopanego mogę stwierdzić, że to „zagłębie Rosjan”. Gdzie się człowiek nie ruszył, to słychać było język rosyjski :). W pewnym momencie miałem wrażenie, że jest ich więcej niż Polaków i chyba tak było, jeśli bierzemy pod uwagę ludzi innych aniżeli „tubylców”. W sumie to pozostaje się cieszyć, bo na pewno sporo pieniędzy Góralom zostawiają w Zakopcu. Oby Górale z Zakopanego i okolic otrzymali spory zastrzyk zdrowego rozsądku i pomyślunku, to będzie naprawdę dobrze w tym regionie. Co mam na myśli pisząc o rozsądku? Może w końcu przestaną kłócić się z sobą i postarają się o to, aby w końcu droga do Zakopanego była NORMALNA, aby nie trzeba było stać w korku nawet poza sezonem w najlepszym wypadku już (dopier0?) w Poroninie.

Na koniec kolejna pozytywna rzecz… Świetna Restauracja Góralska- nie bez powodu wielkimi literami piszę, bo naprawdę na to zasługuje. Krupówki 1, Gazdowo Kuźnia :). Świetnie wyglądające wnętrze, które ma swój charakter, klimat i urok przyciągając kolejny raz do siebie. Przyjemny zapach paleniska od razu na wejściu, piękne drewniane wnętrze, unoszące się zapachy smacznego „jadła”, miła obsługa… Aż chciałoby się spożyć beczkę piwa przed wyjściem stamtąd, aby tylko być tam dłużej :].

wyjazd ,

proftpd- ograniczanie download i upload

Grudzień 27th, 2010

Dokumentacja proftpd? Wyniki z google? Wszystko nieaktualne… W końcu znalazłem „dyrektywę” do proftpd.conf, która ograniczy pasmo w taki sposób jak tego chcę.

TransferRate RETR 9200:0 ##92Mb/s
TransferRate STOR 9000:0 ##90Mb/s

Potrzebowałem tego właśnie- zrobić limit na download i na upload(zapis) na serwerze ftp. Działa.. Ehhh, tylko czemu dokumentacja jest taka popieprzona?

marrakesh

linux , , , ,

Porcupine Tree – Time Flies

Grudzień 26th, 2010

Świetny zespół, świetna muzyka, świetna okazja była żeby ich na żywo zobaczyć :). Nie wyszło- choć blisko było, ale następnym razem…

muzyka

Porto- listopad 2010 (c.d.)

Grudzień 26th, 2010

Na czym tu skończyliśmy? hmm.. Stateczek :)

Nie pamiętam ile trwał rejs statkiem, ale dość długo, a co najważniejsze wystarczająco, aby zdążyć nacieszyć się widokami z tej perspektywy patrząc. Świetne widoki, piękna pogoda= było wszystko co trzeba, aby z uśmiechem na twarzy zejść na ląd.
Dodatkiem do rejsu miała być możliwość darmowego zwiedzania winiarni wraz z degustacją Porto Croft’a, gdzie jak najbardziej udaliśmy się chcąc zakosztować tego trunku. Okazało się, że wyprawa wiąże się z całkiem niezłej długości spacerem i tak naprawdę dla samej degustacji iść się nie opłacało, ale bardziej dla tych widoków po drodze, szczególnie z jednego z mostów- Ponte Dom Luís I, przez który musieliśmy przejść na drugi brzeg. Konstrukcja od razu, po pierwszym spojrzeniu kojarzy się nam z.. Wieżą Eiffla i racja. Okazuje się, że ten most powstał według projektu jego ucznia.

Aby dostać się na górę mostu trzeba było sprostać schodom, które dość stromo prowadzą na sam szczyt wzniesienia, ale warto było, gdyż to co na nas czeka na końcu męczącej drogi, w zupełności nam rekompensuje wszelkie trudy. Po prostu bosko! Zanim przeszliśmy na drugą stronę minęło sporo czasu, ale nie dlatego że most jest aż tak długi, lecz dlatego że przejście mostem, to była istna sesja zdjęciowa :).
Po przejściu na drugą stronę, zeszliśmy w dół kierując się do Crofta i tak jak już wcześniej pisałem, okazało się to dość długą wycieczką. W samej winiarni na wejściu czekała na nas krótka, bo składająca się z jednego kieliszka porto degustacja :). Później krótkie zwiedzanie winiarni z sympatyczną panią przewodnik i na koniec czekało jeszcze jedno porto. Tym razem naprawdę mi smakowało, a wręcz byłem wniebowzięty smakiem i zapachem. To było jakieś starsze różowe porto, które było wyśmienite…

No i powrót na drugą stronę brzegu. Zanim tam dotarliśmy, po drodze wizyta w restauracji na jakimś obiedzie i piwku i jak wyszliśmy już było ciemno :). Szkoda, że nie miałem z sobą statywu, bo zdjęcia lepiej by wyszły…
Powrotny spacer przez Porto nocą był dość przyjemny, zwłaszcza że ta część miasta jest bardzo ładnie oświetlona, w sposób dodający uroku temu miastu.

Szybka wizyta w pokoju, przebranie się (nieco chłodniej się zrobiło) i poszliśmy na jakieś piwo, Sangrie etc.
No i tu klops, szok i lekki niedosyt. Niedziela wieczorem i okazuje się, że w centrum miasta nie ma gdzie wejść do knajpki- pustki straszliwe, a godzina.. no może 20? Zupełnie inaczej niż Madrycie, czy w KRK :P. Po wielkich trudach, po wręcz błąkaniu się po mieście, trafiliśmy w końcu do jakieś knajpki, która niczym nie zaskakiwała, poza tym że była, a co najważniejsze była otwarta. Jak dla mnie było w porządku- smaczne piwo, mecz FC Porto z Benficą i 5:0… :]. Posiedzieliśmy chwilę i poszliśmy. Następnego dnia mieliśmy zamiar pozwiedzać tę część miasta, którą „zwiedzaliśmy” po ciemku szukając czynnej knajpki :).

Rano, po odgłosach dochodzących z za okna, okazało się, że pada deszcz- pogoda zmieniła się nie do poznania. Mimo to ze sporym entuzjazmem ruszyliśmy na podbój Porto. Co się od razu rzuca w oczy, to że są tu strasznie wąskie uliczki, przy których stoją domy niemal jeden przy drugim, ale wygląda to naprawdę urokliwie. Równie urokliwie, ale jednak dość męczące są te wszystkie podejścia, które potrafią przysporzyć sporo potu na czole. Dobrze że niemal zawsze, odwracając się można było mieć nagrodę za ten wysiłek w postaci pięknych widoków.

Szkoda, że momentami dość intensywnie padało, bo niezbyt przyjemnie momentami bywało, ale jakoś bardziej to zmobilizowało, do tego aby gdzieś usiąść. Pewnie gdyby nie to, nie skusiłbym się, aby wejść na kawę do tego miejsca, ale pewnie później żałowałbym tego. Myślę, że cokolwiek bym tam nie spożywał, to i tak musiałoby smakować.

Naszym celem miało być dotarcie do katedry Antiga Casa da Câmara, gdzie pomimo deszczu dotarliśmy bez problemu, gdyż sam budynek położony jest na najwyższym w tej okolicy wzgórzu.

Nie zrobiłem tu zbyt wielu zdjęć, gdyż… rozładowały mi się akumulatorki w aparacie i musiałem oszczędnie traktować ostatnie, które pozostały.

Zbyt dużo czasu nie mieliśmy, bo trzeba było jeszcze wrócić po bagaże i jechać na lotnisko, ale po drodze na szczęście jeszcze udało się nieco obejrzeć.

Szczególną uwagę zwróciłem na wnętrze budynku dworca „PKP” ;). Niesamowite malowidła, szkoda tylko że całe otoczenie wydaje się być średnio zadbane, no ale i tak było na co popatrzeć.

Miło byłoby odwiedzić to miejsce jeszcze kiedyś, ale mając nieco więcej czasu, gdyż  w Porto zostawiliśmy jeszcze sporo miejsc, których nawet z daleka nie widzieliśmy, a co dopiero mówić o ich zwiedzeniu. Kochanie? Następnym razem weźmiemy ten hotel, który widzieliśmy na wzgórzu, niemal na samym początku naszej wizyty w Porto. ok? :)

Szkoda, że momentami dość intensywnie padało, bo niezbyt przyjemnie momentami bywało, ale jakoś bardziej to zmobilizowało, do tego aby gdzieś usiąść. Pewnie gdyby nie to, nie skusiłbym się, aby wejść na kawę do tego miejsca, ale pewnie później żałowałbym tego.

wyjazd ,