Uncategorized
Ryanair i problem z dodaniem bagażu- błąd w płatności
by Paweł Domoradzki on paź.29, 2010, under Uncategorized
O ile w przypadku rezerwacji i kupowania biletu online, nie ma większego problemu jeżeli dojdzie do odrzucenia transakcji płatniczej, o tyle w przypadku dodania bagażu rejestrowanego może stworzyć się całkiem niemiła „niespodzianka”, ja jej dzisiaj doświadczyłem
.
W sytuacji, gdy z jakiegoś powodu w trakcie opłacania biletu kartą, transakcje nasze zostaną odrzucone, wystarczy odczekać nieco i przystąpić ponownie do bookowania- ot nowa rezerwacja, wcześniejsza się sama anuluje. Żaden problem… Myślałem, że podobnie jest w przypadku dodania bagażu do istniejącej już rezerwacji.
Niestety po dwóch nieudanych transakcjach mamy zablokowaną możliwość rozpoczęcia nowego dodawana bagażu, co gorsze problem byłby również i z samą odprawą online, gdyż przy wyświetlaniu rezerwacji pokazuje się od razu komunikat o niezakończonej rezerwacji i braku opłaty
. Pojawia się również komunikat, który sugeruje kontakt z centrum rezerwacji Ryanair… Problem w tym, że sam kontakt jest możliwy telefonicznie pod numerem 703*,za połączenie z którym płaci się jak za chińskie woły, a z tego co zdążyłem wyczytać na forach to i dodzwonić się jest dość ciężko…
Już miałem dzwonić, ale „na szczęście” mam zablokowane połączenia wychodzące na numery 703 itp
. Może to i lepiej, bo nie straciłem pieniędzy i dużej ilości czasu, choć z drugiej strony patrząc, może i mniej bym się denerwował.
Na szczęście jest coś takiego jak Wujek Google i ludzie, który doświadczyli podobnego problemu. Przede wszystkim dzięki ich wpisom uświadomiony zostałem, że jestem w głębokiej d*, ale na szczęście też udało mi się rozwiązać problem.
Na jednym z forum znalazłem bardzo przydatny numer, numer do informacji Ryanair na lotnisku w Rzeszowie
. Ku memu zdziwieniu udało mi się po kilku minutach dodzwonić, a jeszcze bardziej zdziwiłem się, że Pani która odebrała połączenie bez żadnego problemu pomogła odblokować możliwość dodania bagażu. Na prawdę aż serce mi urosło, bo spodziewałem się, że zostanę zbyty i odesłany na infolinię Ryanair. Po kilku minutach od rozmowy udało się w końcu dodać bagaż i za niego zapłacić. Stwierdziłem, że od razu się odprawię, co też i uczyniłem…
Abstrahując już od kwestii tego, że sam sprokurowałem problem, gdyż nie sprawdziłem limitów na karcie (tą kartą nie dokonywałem jeszcze transakcji internetowych i był default wynoszący 0zł
), ale filozofia Ryanair jest „ciekawa”. Jak dla mnie jest to spore utrudnienie dla klientów (pomyłki zawsze się mogą zdarzyć, a limit 2 jest niezbyt wielki), a poza tym mam dziwne myśli, które sugerują mi, iż jest to zwykłe naciąganie na dodatkowe koszty.
Ciekaw jestem co by było, gdybym zgodnie z FAQ czekał na anulowanie… W moim przypadku i innych „szczęśliwców” stwierdzenie: „W razie odrzucenia płatności żądana usługa NIE zostanie dodana do rezerwacji.” niestety dalekie było od rzeczywistości.
Może był to błąd systemu do rejestrowania? Jakoś nie wydaje mi się… Raczej doszukuje się celowości w działaniu :>
Aaa bodaj bym zapomniał
nr tel +48(17)850-12-58
Teraz tylko kilka dni poczekać i… Witaj Kochanie!!!
Babia Góra. Markowe Szczawiny
by Paweł Domoradzki on sie.17, 2010, under Uncategorized
Na zakończenie swego urlopu postanowiłem choć odrobinę zakosztować chodzenia po górach
Z racji tego, iż zamierzałem wybyć na jeden tylko dzień, musiałem chwilę się zastanowić nad tym, co będzie sensownym miejscem na tak krótki wypad. Padło na Babią Górę z trasą wejścia od Zawoi Markowej.
Zaczęło się dość przyjemnie- zaskoczył mnie brak korków na „Zakopiance” na wylocie z KRK.. Okazało się, że w końcu dokończono ten odcinek drogi i dzięki temu można było jechać „po ludzku”. Oby tylko znów, jak to w ostatnich latach bywało, nie rozpoczęli „wykopków” kawałek dalej…
Do Zembrzyc jechało się bez problemów- drogi zadziwiająco puste, więc można było jechać nieco „mniej przepisowo”
. Gorzej w samych Zembrzycach- niby jakiś objazd i niestety nieco się zagapiłem i pojechałem odrobinę trasy za daleko- w stronę Wadowic. Nie ma jednak tego złego, co by… i dzięki temu udało mi się zobaczyć na jakim etapie jest budowa zbiornika retencyjnego Świnna- Poręba na Skawie
. Na jakim? heh, kiepsko to na chwilę obecną wygląda.
Wróciwszy po chwili na poprawną trasę wkrótce ukazała się Sucha Beskidzka, a nieco później Maków Podhalański, który zaszokował mnie dość znacznie, gdyż co jak co, ale w takiej wielkości mieście nie spodziewałbym się korków; a jednak… Potem już Zawoja i rondo. Tak…Rondo. Budowla, która nieco mnie srogo zaskoczyła i spowodowała, że przejechałem skręt na Markowe i niemal dojechałem do Zubrzycy. Ehhh… Zero oznakowania, rondo dla zmylenia
. Okazało się, po tym jak zapytałem miejscowych, że „na rondzie w prawo” i tam znajduje się Zawoja Markowa
.
Samochód zaparkowany przed wejściem do BPN, gdzie oprócz parkingu trzeba było uiścić opłatę za samo wejście do Babiogórskiego Parku Narodowego.
Trasa delikatna… Do Schroniska na Markowych Szczawinach szło się ok 1h, no i po tej godzinie pozytywne zdziwienie- na prawdę ładnie wygląda nowe schronisko
.
Potem już zgodnie z moją tradycją- Perć Akademicka- Babia Góra i Come back
.
Szło się przyjemnie- niezła pogoda wystarczyła… Siostra dopełniła całokształtu i było pięknie
Nieco się chwaląc
… NIeco zdjęć z trasy jest tutaj.
Jak nad polskie morze, to do… Mielenka :)
by Paweł Domoradzki on sie.16, 2010, under Uncategorized
Oj… Już tyle czasu minęło.
Drugi raz z rzędu spędziłem chwilę urlopu nad polskim morzem, wybierając za miejsce docelowe Mielenko.
Ze względu na to, iż moim punktem wypadowym był Koszalin, wydawać by się mogło, że oczywistym będzie to, iż wybiorę się do Mielna, gdyż do niego jest najbliżej. Stało się jednak nieco inaczej. Znając Mielno oraz jego okolice, na podstawie doświadczeń z ostatnich kilku lat, wiedziałem że w Mielnie będzie bardzo tłoczno, a sama plaża roić się będzie od plażowiczów, więc szukałem jakiejś spokojniejszej alternatywy. W niedalekiej odległości znajduje się co prawda całkiem przyjemne miejsce- Unieście, ale niestety jest się tam nieco gorzej dostać, aniżeli do Mielna (do Unieścia dojazd albo BUSem albo na własną rękę). Stanęło na Mielnie, do którego dostaliśmy się kolejką, która w ciągu ok. 20min przejeżdża trasę z Koszalina.
Okazało się, że wiele się nie zmieniło- Mielno całkowicie zapchane, na plaży wielki ścisk. Na szczęście nie zmieniło się również to, że na plaży same „leniwce”
. Wystarczyło zejść na plażę w Mielnie i przejść się ok. 15 min na zachód i znajdowało się rewelacyjne miejsce do spędzenia czasu na plaży.
Pusto, spokojnie, w całokształcie oceny rewelacyjnie
. Kilka fotek z tego miejsca tutaj.
Czorsztyn- weekend w środku tygodnia ;)
by Paweł Domoradzki on cze.30, 2010, under Uncategorized
Tak się złożyło, że mogliśmy jechać na kilka dni w góry w środku tygodnia, aby odpocząć od pracy i dnia codziennego. Ot taki weekend zaczynający się w środę
. Wybór padł na Czorsztyn, gdzie już ok. 2 tyg. wcześniej zarezerwowałem pokój. W sumie większych problemów w tej kwestii nie było, gdyż jakby nie patrząc było to jeszcze nie „w sezonie”. Pokój z balkonem i widokiem na jezioro oraz Tatry, łazienką, tv, (pseudo) dostępem do internetu i „łożem małżeńskim” :]. Całkiem nieźle, tylko ten pokój jak dla nas był nieco „klaustrofobiczny” :>.
Jadąc na miejsce miałem już w minimalnym stopniu określony plan gdzie się wybrać i jako pierwszy element „trasy” wybrałem górę Wdżar, której zbocze kończy się w okolicznych Kluszkowcach. Zaciekawił mnie opis, a przede wszystkim to, że góra jest „byłym” wulkanem oraz, że jest z niej świetny widok na okolice. Faktycznie warto było się tam udać. Wjazd wyciągiem trwający kilka minut i ku uciesze oczu można było obejrzeć ciekawe widoki
.
c.d.n.
3. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie- maj 2010
by Paweł Domoradzki on cze.13, 2010, under Uncategorized
Już chyba stało się to standardem, że moje wpisy dotyczące wydarzeń, w których brałem udział, komentuję ze sporym opóźnieniem. Tym razem od opisywanego przeze mnie zdarzenia minęło ok 3 tygodni
. Nie ma co zbytnio prowadzić tłumaczeń- brak czasu i tyle.
Chroniczny brak czasu, kiepska pogoda i inne czynniki obiektywne końcówki maja, niemal wykluczyły mnie z tej edycji FMF, która miała być mym pierwszym udziałem w tymże wydarzeniu. Niemalże do ostatniego momentu ważyło się to czy wezmę w nim udział. Nie ukrywam, że dość istotnym argumentem, który rzutował na podejmowanie decyzji był aspekt aury, która zapanowała w niemal całej Polsce od dobrych kilku tygodni. Pierwotnie w założeniu, miejscem w którym miał się odbyć festiwal, miały być krakowskie Błonia. Niestety z wiadomych powodów miejsce nie nadawało się do tego celu, w związku z czym zadecydowano o przeniesieniu imprezy do hali ocynowni chemicznej Arcelor Mittal Poland (Huta T. Sędzimira).
Pierwsze moje emocje były bardzo niejednoznaczne. Z jednej strony pojawiło się zaciekawienie co do miejsca i wyraz aprobaty dla podjętej decyzji, z drugiej natomiast pojawiło się ogromne rozgoryczenie, gdyż po raz kolejny okazuje się, że w Krakowie- mieście kultury itp. itd., nie ma hali w której można byłoby zorganizować na odpowiednim poziomie koncertu, widowiska. WSTYD…
Udało mi się zdobyć bilety na dzień trzeci FMF- na wielki finał, czyli projekcję trzeciej części trylogii Władca Pierścieni z muzyką na żywo (22 maja 21:00). Dojechaliśmy z Piękną samochodem pod kombinat, gdzie zaparkowaliśmy i udaliśmy się przez bramę główną kombinatu do środka. Za bramą czekały podstawione autobusy, które zawoziły ludzi w docelowe miejsce gdzie miał odbyć się finał festiwalu. Pierwsze wrażenie po wejściu do hali było pozytywne. Namioty sponsorów, jakieś miejsce z jedzeniem, niezła organizacja… Ogólnie bez wielkiego szału, ale przyzwoicie
Sama hala robiła wrażenie swymi rozmiarami oraz klimatem, jednakże po rozpoczęciu widowiska szybko okazało się, że lokalizacja niesie z sobą sporo mankamentów. Krótko… Nawet jeśli osoba przed Tobą siedząca miała o 10 i więcej cm mniej wzrostu, to i tak część ekranu z napisami stawała się niewidoczna. Dźwięk miał odgrywać zasadniczą rolę w tym wydarzeniu, a tu okazywało się, że wystarczyła jedna osoba, która z jakichś powodów zechciała wyjść zagłuszała muzykę- „podłoga” z blachy dość znacznie zagłuszała upragnione dźwięki. Na szczęście w pewnym momencie zrezygnowałem z napisów, a „chodzących” starałem się zignorować
.
Samo założenie Festiwalu jest godne pochwały, wykonanie nieco gorsze, ale to tylko i wyłącznie ze względu na lokalizację. Jeśli będę mieć możliwość to udam się w przyszłym roku na kolejną edycję. Ciekawe co Będzie.
Krótki filmik z finału