Raz w roku chyba dobrze jest wybrać się gdzieś, gdzie można odciąć się całkowicie od codziennej rzeczywistości i chwilę od niej „odpocząć”… Na Woodstocku jest to możliwe .
Sporo minusów, sporo mankamentów związanych z „biwakowaniem” w tymże miejscu, ale klimat miejsca oraz ludzi momentami potrafi urzec i spowodować że chce się tam wrócić. Może i w przyszłym roku wrócę? Może… Przyznać muszę, przede wszystkim przed samym sobą, że chyba się starzeję :>. Kto wie czy w przyszłym roku, jeśli bym jechał, to nie skorzystałbym z oferty „TOI CAMP”. Zobaczymy za rok .
Muzycznie, niestety tegoroczny Woodstock jak dla mnie był o wiele gorszy niż we wcześniejszych latach. Na palcach jednej dłoni mógłbym policzyć to co mi się na prawdę podobało . Oby było lepiej za rok.
Było nieźle… Z perspektywy czasu tylko taka ocena jest adekwatna do wydarzenia. Wszystko sprowadza się do tego, że Polska z tego co widziałem na stronie Sonisphere, miała najbardziej ubogi koncert pod względem ilości grających zespołów. Żal… Gdzieś indziej kilka razy więcej kapel, impreza dwudniowa za tę samą opłatę… Alice in Chains, Rammstein i sporo innych uznanych osobistości muzycznej sceny. Niestety nie u nas. Okazuje się, że i Mastodon w ostatniej chwili wypada i robi się jeszcze mniejszy poczet zespołów grających w Warszawie. Pluję sobie brodę, bo lepiej byłoby kupić bilet na koncert w Czechach. Przy najbliższej podobnej imprezie nieco dłużej się zastanowię.
Sam koncert nie był zły, poza tym że wszystkie zespoły oprócz Metallicy grały zdecydowanie za krótko. Żal mi było przede wszystkim Megadeth i Slayera, gdyż co jak co, ale choćby pod względem szacunku dla nich powinni zagrać min. 2 razy dłużej. Niestety tylko Metallica jako gwiazda trasy otrzymała tyle czasu ile wypada.
Bemowo. Pierwszy raz byłem na terenie lotniska w Bemowie, w trakcie tego typu wydarzeń, więc nie jestem w stanie porównać tego wydarzenia do innych pod względem organizacji. Moim zdaniem nie było źle. Jak na taką „masówkę” nie mam się za bardzo do czego przyczepić- było co zjeść i się napić, nie było problemów z toaletą, nie było źle. No poza… Największym mankamentem organizacyjnym były telebimy, które w pewnym momencie odmówiły posłuszeństwa uniemożliwiając tym samym większości zobaczenie grających.
Nie będę się za bardzo rozpisywać na temat tego wyjazdu. Cała „otoczka koncertowa” była wyśmienita, ekipa jadąca w BUSie dała radę . Natomiast jeśli chodzi o sferę muzyczną, to tak jak wcześniej napisałem- żałuję, że nie pojechałem gdzieś indziej.
P.S. Powyższe co pisałem daje zapewne odczucia, iż nie warto było… Napiszę tak: mogło być lepiej, mogło być w innym miejscu, ale Metallicę zobaczyć na żywo zawsze warto. Panowie w dalszym ciągu świetnie wypadają na żywo .
Od jakiegoś czasu zrobiło się bardzo muzycznie w Krakowie, między innymi za sprawą festiwalu Rock Metal Fest, który po raz kolejny odbył się w krakowskim Klubie Studio. Mając doświadczenie z zeszłego roku wiedziałem czego się spodziewać, więc bez chwili namysłu zakupiłem bilet, który grzecznie leżąc w szufladzie czekał na 20 marca 2010, aby w pełni zostać wykorzystanym.
RMF
Nieco obawiałem się o swoją kondycję, na jakby nie patrzeć swego rodzaju „maratonie muzycznym”, który rozpoczynając się o 15:00 miał potrwać co najmniej do ~2AM. O dziwo dałem radę i wraz z innymi „wytrwałymi” byłem do samego końca. Nie ma co ukrywać, że do finałowego występu KATa dotrwała jedynie część tych, którzy byli jeszcze na Acid Drinkers- ot zmęczenie niektórych było silniejsze aniżeli chęć usłyszenia i zobaczenia Kata :>.
Jak w kwestii muzyki? Poziom na pewno nie był wyrównany- niektórzy znacznie odstawali poziomem umiejętności gry, posiadanego sprzętu, ale całość oceny jak najbardziej na plus.
Panowie z Acid Drinkers jak zwykle dali popis swych możliwości technicznych gry oraz tego że… hmm ogólnie mają jaja i wiedzą jak dać czadu. Wisienką na torcie był cover Metalllicy- Whiplash. Jak dla mnie rewelacja. Mam nadzieję, że 16 czerwca będę miał okazję usłyszeć ten utwór w wykonaniu Metallicy na żywo- wtedy porównam .
Kolejna pochwała będzie dla Romana i KATa. Na prawdę chylę czoła i z uznaniem będę się wypowiadał na ich temat. Jak swego czasu nie przepadałem za Romkiem, przede wszystkim ze względu na teksty, które umówmy się momentami porażały swą „treścią”, to teraz uważam że jest to czołówka obecnie grających kapel metalowych w Polsce. Zdanie moje ukształtowane zostało niemal w 100% poprzez sferę muzyczną/instrumentalną- muzycy którzy współpracują z Romanem to prawdziwa ekstraklasa. Szczególnie mam tu na myśli Krzysztofa („Pistolet”), którego gra na gitarze nie może się nie podobać, ot piękne solóweczki. No tak, ciężko nie wspomnieć o „tańcach” Romana . Powiedzmy, że jest to jakiś smaczek KATa, który zlepia się w całość zespołu- ot ma to swój urok.
Czas na trzecie miejsce. Moim zdaniem niedoceniony we właściwy sposób- Jelonek. Uważam że pora o której zaczął grać, czyli godzina
ok. 16:15 była nieco krzywdząca, bo po raz kolejny stwierdzam, że Jelonek to absolutna czołówka wśród tych, którzy potrafią zabawić tłum, nie tylko swą muzyką, ale przede wszystkim swym podejściem do ludzi. Oj działo się podczas jego występu pod sceną :>.
Dalej… Turbo. Bardziej kwestia sentymentu. „Dorosłe dzieci”- potrafią ruszyć niemal każdym, no ale całokształt? Nie powalili mnie na kolana, ale było dobrze.
Czas na Złe Psy z Nowakiem na czele. Spotkałem się z opiniami, że Nowak niech lepiej dalej gra i… gra, bo śpiewanie jakoś nie jest jego mocną stroną. Fakt, nie jest to jego talent numer jeden, ani dwa ani trzeci i… itd. ale też z drugiej strony nie ma tragedii. Duży plus za dość ciekawy cover T. Nalepy- „Oni zaraz przyjdą tu”. Ciekawie się tego słuchało. Warto wspomnieć jeszcze o tym, że pod względem sprzętu który Nowak miał ustawiony na scenie, to wielu w Polsce może z zazdrością sobie o nim marzyć. Potem już z górki- Frontside i reszta. Wiem że to niesprawiedliwe z mej strony, aby oceniać coś co, albo traktuje się z pewnym uprzedzeniem, albo najzwyczajniej w świecie słucha się jedynie z okolic „baru” pijąc coś co przypomina piwo. No niestety- frontside już dawno mi się znudził do tego stopnia, że gdy inni niemal piszczą na ich widok, ja muszę uciekać byle dalej . Pozostałe zespoły zostały poświęcone dla celów towarzyskich, dlatego nie opiniuję :>.
Co tu dużo mówić? Jeśli ktoś lubi taką muzykę, to nie pozostawało w sferze dyskusji i zastanawiania się. czy się tu zjawić. Trzeba było być i przeżyć. Dawno się tak nie wyszalałem. Chyba ostatni raz w taki sposób szalałem na Woodstock w lecie :]. Chociaż nie… Tym razem chyba było więcej skumulowanego w krótkim czasie szaleństwa pod sceną :> . Zabawa wyśmienita, ale też co muszę przyznać okupiona ciężko :>. Rano czułem się jakbym wypadł z maszynki do mięsa- stłuczony łuk brwiowy, sporo siniaków, żebra też jakby przeliczone kilkukrotnie no i co najgorsze… Niestety wszystko powyższe przejdzie i się zagoi, ale moje „prawie” nowe glany” noszą znaczne ślady użycia” . Warto było!!!
Pozostaje teraz czekać na jakiś kolejny koncert, chociaż nieco obawiam się o swój wolny czas, czy mi go wystarczy na jakieś kolejne „ekscesy”. Zobaczymy. Na pewno przed Sonisphere musi się coś dziać :>
Jak łatwo zauważyć, od jakiegoś czasu królują tematy zgoła inne niż związane z Linuksem itp. Wynika to z faktu takiego, że faktycznie niemal każdy weekend, który mam wolny wykorzystuję na wzięcie udziału w jakimś koncercie. Powiedzmy, że w tej sferze zaczęła się wiosna i pod względem ilości koncertów zakwitło (szkoda że aura jeszcze tego nie wykazuje).
Po drodze zapewne coś się u mnie w materii koncertów wydarzyło, ale… nie pamiętam co . Wiem, że w ostatni weekend skuszony znanym przeze mnie majestatem Titusa (patrz Acid Drinkers), stwierdziłem że zawitam na koncercie, na którym miał zagrać w ramach swego nowego „solowego” projektu o nazwie „Titus’ Tommy Gunn”. Jednocześnie nęciło mnie jeszcze jedno- support w postaci Witchking, ot jednej z wielu krakowskich kapel metalowych. Może i jedna z wielu, ale co najważniejsze jedna z wielu z tych, które prezentują wysoki poziom pod wieloma względami.
Co tu dużo mówić czy też pisać. Koncert pod względem muzycznym wypadł bardzo dobrze, no może tylko publiki było za mało… Szkoda że tak krótko, a tak to rewelacja. Mam kolejną kapelę z KRK na którą muszę polować, aby zobaczyć na żywo, bo warto. Titus? Poziom wysoki, ale jakoś wierzę że będzie jeszcze lepiej- czekam .
Mała krzta tego co było jest pokazana na YT u „wujkadruta”:
Kolejny koncert pozostał jedynie wspomnieniem, co najważniejsze na pewno miłym.
Loch Ness 12.12.2009 Kraków: Frontside, Virgin Snatch i Totem w Loch Ness.
virgin snatch, totem, frontside
Minęło już co prawda kilka dni, ale wcześniej nie było czasu nawet na krótką wzmiankę na ten temat. Korzystając teraz z odrobiny wolnego czasu postanowiłem, że nie pozostawię tego wydarzenia bez mojego komentarza.
Przyznaję, że do samego końca wahałem się czy iść na koncert w sobotni wieczór, czy poświęcić czas wolny na kapele, które oprócz Frontside po prostu kojarzę, ale nic więcej. Stwierdziłem, że jak za tak małą cenę (25zł), to co by nie zagrali, to i tak miło będzie posłuchać muzyki „na żywca”. Kupiłem jeden z ostatnich biletów „kolekcjonerskich”, które były jeszcze dostępne w przedsprzedaży i jednak udałem się w zimny sobotni wieczór do klubu Loch Ness. Dość że cholernie wymarzłem czekając na znajomych, to później okazało się, że nowa moda zapanowała i otwarta była jedna szatnia… od strony „podwórza” czyli na zewnątrz budynku. Szlag mnie trafić chciał, gdy stałem w kolejce, aby oddać swoje ubrania a potem szedłem kawałek mając sam t-shirt do środka budynku. No nic to- jak dla mnie jeszcze w miarę znośnie było, bo nie raz robiło się podobne rzeczy, ale inni mogli oprócz miłego wspomnienia nabyć po koncercie katar i przeziębienie. No ale co się nie robi dla dobrej muzyki. No i tym o to sposobem przejdę do meritum. Koncert, muzyka, atmosfera, subiektywne odczucia…
Zaczęło się od Totem. Jakiś czas temu udało mi się stać posiadaczem ich muzyki w postaci mp3, ale szczerze powiedziawszy średnio przypadli mi do gustu. Po koncercie okazało się, że już kiedyś miałem okazję ich już zobaczyć i usłyszeć na żywo w KRK- na ROCK METAL FEST bodajże w marcu lub kwietniu 2009.
Pierwsze wrażenie? Wchodzę, słucham i patrzę. Oczom mym ukazała się niewiasta z dreadami na głowie, do uszu mych dobiegał mocny dźwięk jej głosu. Pierwsza myśl to, że dziewczyna ma playback- nie możliwe że to ona. Za mocny głos :]. P
Zespół zagrał na prawdę świetnie, a wokalistka ogromnie mi się spodobała. Jej sposób śpiewania, poruszania się na „scenie” wskazywał na to, że dziewczyna czuje muzykę którą słyszy i jej się podoba . Dawała czadu. Najlepsze było to, że jej emocje widać było, że udzielają się również i publice zgromadzonej w klubie. Świetna zabawa, oby więcej. Trzymam kciuki za zespół, aby został wydany jakiś kolejny album, bo na prawdę czuć że siła w nim drzemie
Po Totem na scenie pojawił się zespół Virgin Snatch. O nich wiedziałem juz o wiele więcej wcześniej i… szczerze powiedziawszy nie za bardzo mi się podobało ich granie. Jednakże koncert i możliwość zobaczenia i usłyszenia ich na żywo zweryfikował moją ocenę. Panowie dają czadu! Muzycznie wymiatają i tylko żałować pozostaje, że nie są znani szerszemu gronu ludzi. Jak będzie okazja to na pewno pójdę na koncert ponownie.
No i na koniec… Frontside. Hmmm, mam dwuznaczne odczucia. Z jednej strony Panowie na prawdę fajnie grają i na koncercie też tak było, dali czadu i świetnie się bawiłem, ale… właśnie- ale? Sam nie wiem, chyba po prostu już ich kilka razy w ostatnim czasie widziałem i nie zadziwili mnie niczym nowym. Ot zagrali kolejny dobry koncert, na którym znów słyszałem niemal tak samo zagrane i niemal te same utwory. Może przesadzam, ale zabrakło mi pewnego novum.
Jeszcze jedna kwestia. Loch Ness. Już nie wiem ile razy i od kiedy słyszałem informacje, że mają zamiar zburzyć ten budynek, a on jak stał tak stoi- mało tego, co raz to nowe koncerty są w nim planowane. Przyznaję- mam sentyment do tego miejsca, ale szlag mnie co raz bardziej trafia, bo jest to kiepskie miejsce na koncerty. Zawsze o wiele więcej ludzi niż miejsca, o szatniach wspomniałem… To jeszcze można przeżyć, ale cholera jasna- scena jest mniejsza niż na jakimś wiejskim festynie . Niech no to zrównają z ziemią i niech koncerty będą w Studio lub Rotundzie, a najlepiej… niech się wezmą za budowę nowej hali Wisły. Amen!
Sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu, ale też i sporo się działo. Po drodze był KAT, Samael i Pradise Lost- każdy z koncertów i każdy zespół nie zawiódł mnie. Tym bardziej wygłodniale patrzę na jakieś kolejne koncerty, aby coś „upolować” i się znowu na coś ciekawego wybrać.
Najbliższy będzie koncert Frontside, Virgin Snatch i Totem w krakowskim Studio. Do końca wahałem się czy iść, czy jednak ten weekend odpocząć. Stwierdziłem, że odpoczywać to ja będę później, a póki mogę, to koncert jest ważniejszy .
Później chyba będzie długo nic, aż do The Gathering. Potem? heh, kto to wie. Wiem jedno… Dzisiaj poszła w świat informacja, że Sonisphere Festival odbędzie się również w Polsce. Bilecik na pewno zakupię- innej możliwości nie ma :]. Metallica, Slayer, Anthrax, Mastodon i Behemoth na jednej scenie??? :] Miodzio!
Nie wiem jak ja nadrobię czas, który będę musiał wydysponować, aby na najbliższe koncerty iść, ale wiem jedno- będzie warto się pomęczyć.
28.11.2009- koncert KAT, oj będzie przyjemnie . Jak ich nie lubiłem swego czasu, gdy miałem możliwość jedynie opiniować po samych nagraniach albumowych, to teraz po tym co miałem okazję widzieć na żywo na koncertach, ani chwili się nie wahałem czy kupić bilet . Bilety swoją drogą za grosze, więc nic tylko iść :>.
Potem, kilka dni po koncercie KAT, czeka mnie kolejne głośne spędzenie wieczoru- Paradise Lost i Samael. Bardziej na ten koncert wybieram się z myślą o Samelu niż o PL, przyznaję . Zobaczymy co to będzie
Szybkimi krokami nadciąga kolejny koncert, na którym po prostu muszę być- i będę .
W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy miałem okazję i przyjemność kilkukrotnego bycia na ich koncercie i w związku z tym bez zbędnego zastanawiania się zakupiłem bilet na najbliższy koncert Acidów w KRK. Smaczku wydarzeniu dodaje fakt, iż jest to 20-sto lecie istnienia zespołu, w związku z czym na koncercie będzie można zobaczyć byłych członków zespołu: Litzę i Perłę. Litzę miałem okazję zobaczyć i usłyszeć stosunkowo niedawno na koncercie KNŻ. Mogę stwierdzić, że gość jest w formie i zapewne da z całą resztą Kwasożłopów niezłego czadu
No nic- jeszcze kilka dni i będzie miło A potem- kilka dni i Hunter :]. Muszę przyznać, że koncertów do końca tego roku jest dość sporo, aż obawiam się o swój wolny czas i kiesę .
Minęło już kilka dni odkąd powróciłem z Bydgoszczy, do którego udałem się na koncert w ramach Progressive Nation. Motywem przewodnim wyjazdu był dla mnie oczywiście występ Dream Theater. Oprócz DT mieli zagrać również panowie z Opeth oraz dwie nie znane mi wcześniej kapele: Bigelf oraz Unexpected. Bilecik z premedytacją zakupiłem na miejsce siedzące, aby móc w pełni rozkoszować się oprócz samej muzyki również i tym co można zobaczyć na scenie. Bilet zakupiłem sporo wcześniej, aby wykluczyć ewentualne problemy z późniejszym zakupem.
Przyznaję, że miejsce zorganizowania koncertu nieco przyprawiało mnie o grymas na twarzy, gdyż wizja podróży do Bydgoszczy i z powrotem wiązała się z min. 9h jazdy w jedną stronę. Powrót miał okazać się sporo dłuższy, gdyż niestety bezpośrednie połączenie było dopiero nad samym ranem. W związku z tym konieczna okazała się przesiadka we Wrocławiu i dalej jazda do Krakowa. Łącznie powrót zajął ok. 12h J. Sama podróż odbywała się jak za starych czasów. Pociąg był do cna zapchany i miejsca na to, aby usiąść nie było praktycznie nigdzie- nawet okolice toalety były okupowane przez podróżników. Pomimo tego, że znaczną część trasy przebyłem siedząc/ stojąc między przedziałem, to i tak przyznaję, że podróż była przyjemna- ot bardzo wesoły wagon się przydarzył.
Co do samego koncertu, to nie bez powodu wybrana została Bydgoszcz. Hala Łuczniczki, gdzie odbywał się koncert jest obiektem, który stosunkowo niedawno został oddany do użytku. Z zewnątrz i w środku sprawiał naprawdę przyjemne wrażenie. Szkoda, że tak mało tego typu miejsc jest w Polsce, ale to już inna kwestia. Jeśli chodzi o aspekt miejsca w kontekście akustyki, to moje subiektywne odczucia są pozytywne- nie było źle. Nie jestem jakimś audiofilem, też nie mogę powiedzieć, że byłem na wielu koncertach, więc na pewno znajdą się tacy, którzy mają odmienne zdanie.
Muzyka? Miałem obawy co do dwóch pierwszych zespołów, że nie zdołają zagrać na tyle dobrze i ciekawie, aby nie myśleć tylko o jednym- „skończę ludzie, bo czekam na Opeth i Dream Theater”. J Na szczęście zostałem pozytywnie zaskoczony i występ Unexpected oraz Bigelf uznaję za udany. O wiele bardziej podobał mi się jednak Bigelf. Ciekawe spectrum muzyki. Granie dość mocno jak dla mnie zaakcentowane było motywami związanym z Deep Purple. Ciekawe połączenie stylów. Dodatkowym smaczkiem było to, że w trakcie występu na jeden utwór za perkusją zasiadł Mike Portnoy. Mały przedsmak tego co miało nastąpić później.
Opeth… Nie słucham tego zespołu na co dzień zbyt często, ale repertuar jednak znam, więc wiedziałem czego się spodziewać. W tym wypadku również nie zawiodłem się występem. No może jedynie tym, że panowie sprawiali wrażenie jakby się bardzo spieszyli. Nie było żadnego bisu, nieco zbyt krótki występ jak dla mnie.
Gwiazda wieczoru zagrała już o wiele dłużej, chociaż i tak wolałbym aby trwało to dłużej. Panowie w dobrej formie, nawet La Brie nie złościł J. Co tu dużo pisać? Ktoś kto widział DT na koncercie, albo chociaż video z jakiegoś koncertu wie do czego zdolni są muzycy tego zespołu. Tym razem również nie było inaczej- klasa sama dla siebie. Zwrócić musze uwagę na jednego z muzyków- Jordana. Z Rudesem jest jak z winem- im starszy tym lepszy. Widać, że daleko mu do tego, aby się wypalić i nudzić. Znów nowe instrumenty, co raz to więcej eksperymentów i rozwiązań muzycznych, które dodają jeszcze więcej uroku utworom DT.
Dużo by pisać jeszcze na temat samego koncertu, ale i tak okaże się to zbyteczne i nieadekwatne do własnych odczuć. Standardowo- kto nie był ten dupa i niech żałuje .