Home > wyjazd > Maroko Luty 2011- Marrakesh, Essaouira, Agadir (część druga i ostatnia) :)

Maroko Luty 2011- Marrakesh, Essaouira, Agadir (część druga i ostatnia) :)

Kwiecień 12th, 2011

Wiedziałem że tak będzie, że dokończę poprzedni wpis o Maroku po minimum miesiącu… :)

Zmieniliśmy w pewnym momencie nasze plany i zamiast spędzić cały wyjazd w Marrakeszu, skorzystaliśmy z możliwości udania się samochodem do Essaouiry i Agadiru, w którym mieliśmy przenocować. Następnego dnia z samego rana mieliśmy udać się autostradą do Marrakeszu skąd wczesnym popołudniem mieliśmy z powrotem znaleźć się w Madrycie.

road do Essaoira

Pierwsze spostrzeżenie, które się pojawia, to porównanie stanu dróg do tych z Polski. Nie trzeba statystyk, po prostu gołym okiem widać, że zero dziur w jezdni. Dalszy komentarz zbędny…. Kolejna rzecz, to przejeżdżając kilkaset kilometrów na trasie Marrakesz—>Essaouira—> Agadir w pewnym momencie miałem wrażenie, że jesteśmy w jakimś państwie policyjnym, bo co chwilę niemal jakieś blokady drogi i kontrola policji. Nie mieliśmy się czego obawiać, więc traktowaliśmy to poniekąd jako ciekawostkę.

Krajobraz, który obserwowaliśmy po drodze był naprawdę różny, choć trzeba przyznać, że to zasługa pory roku, w której się tam zjawiliśmy. Spodziewałem się zdecydowanie więcej terenów półpustynnych, takich gdzie praktycznie nie ma żadnej roślinności, a tu okazało się, że momentami mijaliśmy wręcz całe zielone połacie ziemi, które pokryte były gęstym dywanem trawy. Podejrzewam jednak, że teraz w wielu takich miejscach jest już zupełnie inaczej. Już wtedy było widać, że uedy zaczynają zanikać i tylko gdzieniegdzie widoczne były jeszcze małe oczka z wodą.

Pierwszym naszym przystankiem miało być miasto o nazwie Essaouira, o którym wiedziałem wcześniej jedynie tyle, że jest nad Atlantykiem oraz to, że kiedyś kręcono w nim film Królestwo Niebieskie. Później dowiedziałem się już znacznie więcej, ale o tym pisać nie będę, bo od tego co ja napiszę, na pewno lepsza będzie Wikipedia :). Mogę potwierdzić po tym zobaczyłem, że miasto jest bardzo urokliwe i jego fortyfikacje a właściwie widok z nich robi ogromne wrażenie. Szczególnie miło jest siąść sobie na murach mając pod sobą Atlantyk i fale uderzające o skały. Właśnie. Fale :). Jest to jedno z ciekawszych miejsc dla tych, którzy pływając na desce. Tak, tak… Fale są naprawdę spore. Wiele jeszcze wżyciu nie widziałem, ale mogę powiedzieć, że póki co większych do tej pory nie widziałem. W mieście też jest suk, ale niestety nie jest taki jak w Marrakeszu. Przede wszystkim jest bardzo mały, a sami sprzedający już niezbyt są skłonni do targowania się, no i ceny już nie takie jak w Marrakeszu ;).

W mieście spędziliśmy kilka godzin spacerując po uliczkach,  korzystając jednocześnie ze sposobności na zjedzenie czegoś. Ehhh, no i tu pojawia się pewien problem. To było bardzo smaczne, ale nie pamiętam nazwy, a zdjęcie menu gdzieś zniknęło ;).
Późnym popołudniem wyjechaliśmy z Essaouiry udając się do Agadiru, w którym mieliśmy przenocować i wracać następnego dnia.

Widoki po drodze były niesamowite i przyznaję, że nie raz było warto się zatrzymać spowalniając podróż, aby spojrzeć na widok Atlantyku stojąc na stromej górze gdzie znajdowała się drogą, którą jechaliśmy. Szkoda tylko, że moje Kochanie odczuło na sobie zmianę pożywienia i całą drogę męcząc się starała usnąć, aby jakoś dojechać… Dobrze, że następnego dnia było już  lepiej.

Najpierw jechaliśmy przez teren, w którym przeważały wzniesienia obrośnięte krzakami wraz z pasącymi się kozami, potem również przeważały wyżyny i góry, ale co do roślinności, to już przeważać zaczęły drzewka arganowe, z których słyną okolice Agadiru (około 200-300km wokoło).  Swoją drogą, to sporą nadzieję wiążę z produktami wywodzącymi się z oleju arganowego, zwłaszcza w kontekście mojej skóry ;). Póki co, mogę powiedzieć, że olej cudów może nie zdziałał, ale jest jednak lepiej- ot jakby dobry balsam i tyle :>. Samej drogi nie będę dalej opisywać, bo lepiej to zrobią filmiki, które zrobiłem w trakcie jazdy. Uprzedzam tylko i sugeruję, aby wyłączyć dźwięk. I nie chodzi tu o dialogi jadących, a bardziej o to, że dźwięk będzie bardzo męczący- bardzo silnie nagrały się podmuchy powietrza z jadącego samochodu :>

Jadąc samochodem tą trasą można byłoby naocznie zobaczyć jak jeżdżą ‘taksówki międzymiastowe” :). Tak. Jest coś takiego. Są to kierowcy i ich samochody, które kursują pomiędzy miastami i zwykle są to stare Mercedesy typu „beczka” i przeważnie pojazdy te są nieco zapchane, ponad teoretyczne założenia samochodu. Samochód powinien przewozić 5 osób, ale Mercedes jest świetny, więc z siódemką na pewno da radę ;). To jest jeszcze mały powód do zdziwienia. Zobaczyć ich jak jeżdżą…. Ohhh,  naprawdę można się przestraszyć. Bardzo szybka jazda, wyprzedzanie na ostrych zakrętach, dla nich to normalka :).

Dotarliśmy do Agadiru, w którym czekał na nas apartament, gdzie mieliśmy spędzić noc, aby rano wstać i jechać na lotnisko do Marrakeszu. Moje Kochane niestety źle się dalej czuło i po krótkim spacerze przy plaży i pobycie w restauracji pojechaliśmy do apartamentu. Paulina poszła w pewnym momencie spać, ja zostałem dalej, siedząc i popijając sobie piwko dyskutowałem z Rashidem- Marokańczykiem o różnych dziwnych rzeczach. Być może, to kwestia piwa, które jest zbyt lekkim alkoholem (wódka jest bardziej wskazana na tego typu wyjazdy), w każdym bądź razie, w nocy niestety zacząłem mieć problemy z brzuchem… No i tak cały kolejny dzień :).

http://www.youtube.com/watch?v=pDtsM60ARBM

No a kolejny dzień, to podróż autostradą z Agadiru do Marrakeszu na lotnisko, aby wrócić do Madrytu.
Trasa świetna. Droga niedawno oddana do użytku, niesamowite widoki ze szczytami gór Atlas widocznymi przez okno, no i mój brzuch chorujący ;).

Problem poważny pojawił się później… Nie zdążyliśmy na samolot. O tym, to może w „kolejnym odcinku” :>

 

wyjazd , , , ,

  1. No comments yet.
  1. No trackbacks yet.