Blog domo

Archive for Sierpień, 2009

Kręgi kamienne Gotów- Grzybnica

by on sie.16, 2009, under Uncategorized

Wracając z festiwalu bluesowego Blues Express, który miał miejsce w Zakrzewie,  zatrzymaliśmy się w Grzybnicy- miejscowości znajdującej się ok 25km od Koszalina. Powodem postoju była chęć odwiedzenia położonego w pobliskim lesie rezerwatu archeologicznego- kręgów kamiennych Gotów.  Do tej pory nie miałem okazji znaleźć się w tego typu miejscu, więc długo się nad tą koncepcją nie zastanawiałem.

Pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Stwierdziłem, że ot po prostu parę kamieni ułożonych w jakimś dziwnym celu. Zmieniłem zdanie w chwili gdy stwierdziłem, że porobię chociaż kilka zdjęć. Wyciągam aparat i stwierdzam, że mi się niestety zepsuł. Pomyślałem, że zapewne dzień wcześniej za bardzo zmókł na koncercie ;) . Po chwili okazało się coś dziwnego. Mianowicie dwa inne aparaty zaczęły niedomagać. Zdjęcie wyglądało tak, jakby była mgła gęsta jak mleko.  Po jakimś czasie aparaty odżyły.
Osoba która była tam kimś w rodzaju przewodnika/ opiekuna rezerwatu, zaprowadziła nas w miejsce, gdzie ponoć po wyciągnięciu dłoni i trzymaniu ich w poziomie nad ziemią czuć mrowienie lub zmianę temperatury. Ja nie czułem nic :) . W internecie na szybko znalazłem kilka stron związanych z tym miejscem:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kamienne_kregi_pod_koszalinem_32330.html

https://www.nakrecony.koszalin.pl/web/nk/kamienne-kr%E4-gi-w-grzybnicy

http://www.kamienne.org.pl/kamienne/artykuly/raport_niezalezny.htm
http://www.forum.mannaz.pl/viewtopic.php?id=11

W sumie opisy są dość ciekawe, o ile nie ocenimy piszących o tym miejscu ludzi jako „nawiedzonych” :) .

Leave a Comment :, more...

Przystanek Woodstock 2009

by on sie.16, 2009, under muzyka

Wodstock 2009

Wodstock 2009

Już sporo czasu upłynęło od powrotu z Kostrzyna,  no ale  chroniczny brak czasu spowodował, że dopiero teraz mogę cokolwiek napisać.

Przyznać muszę, że byłem dopiero pierwszy raz na Woodstock. Jakoś tak do tej pory wychodziło, że zawsze coś stawało mi na drodze i nie było jak pojechać.  Tym razem było wszystko co trzeba- czas, kupa znajomych i ogromna ochota na wyjazd. No i pojechałem.

Dotarliśmy tam samochodami, więc nie było problemu z zapakowaniem rzeczy na wyjazd. Dojechaliśmy na miejsce dzień wcześniej- w czwartek, tak aby na pewno znaleźć odpowiednie miejsce „na obóz”. Było to o tyle istotne, że oprócz zaparkowania samochodów trzeba było mieć miejsce na namioty. Zważywszy na naszą liczebność niekoniecznie było to proste zadanie. Tak jak pisałem wcześniej, byliśmy na miejscu dzień wcześniej, ale i tak uderzyła mnie ilość ludzi, którzy już zdążyli się rozbić z namiotami. Ogrom ludzi robiący niesamowite wrażenie. Pogoda iście letnia- czyste błękitne niebo i upał dający się we znaki. Tym bardziej cieszyło zimne piwko w „wiosce piwnej„. Do wyboru był Lech i… Lech :) lany i w puszce- 3,30zł. W obliczu panującego przez cały Woodstock upału,  nie będę ukrywać że było to bardzo przyjemne miejsce :) .  Z racji ilości przebywających tam osób, znalezienie miejsca dla tylko „swojej ekipy” graniczyło z cudem. Dlatego nikogo nie dziwiło, to że po po prostu dosiadało się do innych ludzi i vice versa. Tym o to sposobem, udało się spotkać na prawdę sporo ciekawych ludzi, z którymi niejednokrotnie rozmawiało się całymi godzinami. Super sprawa. Podobnie było również i przy naszym „obozowisku”. Co jakiś czas ktoś musiał się napatoczyć i posiedzieć z nami. I tu nijak nie mogę nie wspomnieć o pewnych dwóch Holendrach, którzy dotarli na Woodstock na motocyklach. Dużo  można by pisać o ich przeżyciach, ale myślę że wystarczy napisać, że delikatnie im się miejscowości pomyliły i zbłądzili na Mazury :) . Trochę im się za daleko pojechało, a że nie ukrywali, iż podróż urozmaicali sobie niezbyt legalnymi w Polsce używkami, to chyba mieli prawo się pomylić :) .

Muzyka? Ano też była ;) . Kilka razy zawędrowałem pod samą scenę i trochę poświrowałem w tłumie ludzi, a  było do czego. Osobiście zawędrowałem pod scenę przede wszystkim dla: Jelonka, VooVoo, Clawfingera, Dżemu. Sporo muzyki słuchaliśmy spod namiotów, bo akurat byliśmy tak rozbici, że mieliśmy scenę wraz z telebimami naprzeciw siebie. Żałuję nieco, że jakoś tak wyszło, iż nie trafiłem ani raz pod małą scenę, na której była muzyka folkowa. No cóż, może następnym razem.

Nieco obawiałem się jak to będzie wyglądało pod względem bezpieczeństwa. Mieszanka ludzi wszelkiej maści, którzy dość znacznie między sobą się różnią, mogła rodzić spięcia i ekscesy. Do tego dochodzi kwestia tego, że co jak co, ale pijaństwa trochę było, a wiadomo że po alkoholu dość często ludzie mają tendencję do agresji. Zdziwiłem się ogromnie, bo nic złego nie zaobserwowałem. Byłem świadkiem dwóch sytuacji, w których doszło do jakiejś pyskówki i lekkiej szamotaniny, ale trwało to bardzo krótko i w samym zarodku zostało zdławione.  Po prostu inni ludzie wstali i uspokoili krewkich woodstockowiczów :) .

Dużo by pisać można  było jeszcze, ale i tak nie dałoby się tego wszystkiego opisać. Po prostu trzeba pojechać i samemu doświadczyć. Ja osobiście mam miłe wspomnienia i jak najbardziej pozytywne odczucia. Pozostaje mi czekać na kolejny Woodstock. Wiem, że zrobię wszystko żeby znów się tam pojawić. Atmosfera tej imprezy urzekła mnie dogłębnie :) .

Leave a Comment :, , more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!