Paul Gilbert- 7.10 2008 Warszawa
by Pawe Domoradzki on paź.08, 2008, under muzyka
No i już po koncercie… Na takie chwile warto czekać. Paul Gilbert nie zawiódł oczekiwań, a nawet było jeszcze lepiej niż się spodziewałem. Obawiałem się, że niemal cały set będzie związany z nowym albumem, ale tu się pozytywnie zaskoczyłem. Było pod tym względem bardzo rozsądnie dobrane- trochę nowego albumu, kilka utworów RacerX, no i… Hendrix i jego Red House
. Wyśmienite wykonanie. Miłym akcentem koncertu była Emi- żona Paula, która grała z dobrym efektem na klawiszach. To co Paul wyprawiał, to każdy kto zdążył się już z nim zapoznać, może sobie wyobrazić. Momentami same otwierały się usta z zachwytu, a na twarzy cały czas gościł uśmiech od ucha do ucha. Więcej nie ma sensu, abym pisał. Kto był wie o co chodzi. Kto nie był niech żałuje, a żaden opis i tak nie odda nawet w małej części tego jak było
Bardzo zawiodłem się na frekwencji fanów. Jakież było nasze zdziwienie, gdy dotarlismy na miejsce (Progresja) i okazało się, że oprócz nas i jednej osoby nikogo jeszcze nie ma. Byliśmy chyba nie więcej niż 30-40 min do otwarcia wejścia. Dokładnie nie pamiętam tego przedziału czasowego. O tym że coś dziwnego będzie z frekwencją mieliśmy już pewność w momencie wydawania biletów- lista była bardzo cienka. Nie mój problem, że kogoś nie było. Ja byłem i nie żałuję, tego że miałem Paula praktycznie na wyciągnięcie ręki. Szkoda tylko, że taka sytuacja pokazuje jak mało popularny w Polsce jest Paul Gilbert. Mam nadzieję, że fakt małej publiki nie spowoduje tego, że Gilbert już do Polski nie zawita. Z ogromną radością znalazłbym się ponownie na jego koncercie. Tylko niech to nie będzie Warszawa następnym razem
.