Blog domo

Archive for Październik, 2008

Kraków i nieodłączny jego poranny (i nie tylko) obraz… Korki!

by on paź.20, 2008, under Bez kategorii

Od kilku miesięcy przejazd przez Kraków to istna gehenna. Rano korek, po południu korek, w południe też, ale ciut mniejszy… Swego czasu dojeżdżając autobusem MPK na uczelnie wystarczyło mi ok 40-50 min, teraz jeżdżąc samochodem podobną trasę okazuje się, że 1h to mało, a czasem gdy jest jakiś dziwny armagedon to i 2h nie wystarczy. Dodam że do docelowego punktu jeżdżę objazdami, które sobie wymyślam z zamysłem jazdy jak najmniejszymi korkami. Kończy się to i tak, że korki mnie nie opuszczają, ale i tak jest to lepsza czasowo alternatywa względem standardowej trasy.

Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy aby jednak nie porzucić „burżujstwa” w postaci samochodu, zadbać o środowisko naturalne (itp. bla bla) i znów nie jeździć MPK. Byłoby kilka sporych plusów, m.in możliwość czytania książek w trakcie, ale okazało się że przejazd z domu do pracy i na odwrót zajmuje ok 2h… Spasowałem. Już lepsza jazda w korku, która łącznie zajmie do 1h (średnio). Przy okazji można dobrej muzyczki posłuchać, zjeść coś, mimo wszystko zdecydowanie bardziej wygodnie dojechać.

Mam nadzieję, że w końcu ulica Kamieńskiego zostanie w pełni udostępniona dla samochodów i oba pasy będą aktywne. Co jak co, ale wydaje mi się, że w kwestii trasy mego przejazdu, to jest to właśnie ten newralgiczny odcinek drogi. Odkąd zaczęła się budowa pobliskiego centrum handlowego, to trasę którą zwykle przejeżdżało się 5 min teraz pokonuje się przeważnie 10 razy dłużej…

Nie chcę dzień w dzień tracić 2h-3,5h na sam dojazd do pracy i z powrotem…

Tak na koniec wylewania żalu. Na dobrą sprawę, to mógłbym jechać „autostradą” (obwodnicą) spory kawałek trasy, ale… „Autostrada” jest remontowana już kolejny rok i na niej również korki. (słowo autostrada z premedytacją okraszone zostały cudzysłowem).

Leave a Comment :, , , more...

Paul Gilbert- 7.10 2008 Warszawa

by on paź.08, 2008, under muzyka

No i już po koncercie… Na takie chwile warto czekać. Paul Gilbert nie zawiódł oczekiwań, a nawet było jeszcze lepiej niż się spodziewałem. Obawiałem się, że niemal cały set będzie związany z nowym albumem, ale tu się pozytywnie zaskoczyłem. Było pod tym względem bardzo rozsądnie dobrane- trochę nowego albumu, kilka utworów RacerX, no i… Hendrix i jego Red House :) . Wyśmienite wykonanie. Miłym akcentem koncertu była Emi- żona Paula, która grała z dobrym efektem na klawiszach. To co Paul wyprawiał, to każdy kto zdążył się już z nim zapoznać, może sobie wyobrazić. Momentami same otwierały się usta z zachwytu, a na twarzy cały czas gościł uśmiech od ucha do ucha. Więcej nie ma sensu, abym pisał. Kto był wie o co chodzi. Kto nie był niech żałuje, a żaden opis i tak nie odda nawet w małej części tego jak było ;)

Bardzo zawiodłem się na frekwencji fanów. Jakież było nasze zdziwienie, gdy dotarlismy na miejsce (Progresja) i okazało się, że oprócz nas i jednej osoby nikogo jeszcze nie ma. Byliśmy chyba nie więcej niż 30-40 min do otwarcia wejścia. Dokładnie nie pamiętam tego przedziału czasowego. O tym że coś dziwnego będzie z frekwencją mieliśmy już pewność w momencie wydawania biletów- lista była bardzo cienka. Nie mój problem, że kogoś nie było. Ja byłem i nie żałuję, tego że miałem Paula praktycznie na wyciągnięcie ręki. Szkoda tylko, że taka sytuacja pokazuje jak mało popularny w Polsce jest Paul Gilbert. Mam nadzieję, że fakt małej publiki nie spowoduje tego, że Gilbert już do Polski nie zawita. Z ogromną radością znalazłbym się ponownie na jego koncercie. Tylko niech to nie będzie Warszawa następnym razem ;) .

Leave a Comment :, , more...

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!