Archive
Internet Explorer… Rozwiązania biznesowe(?).
METALLICA- 28.05.2008 Chorzów, Stadion Śląski
Bilety dostępne na livenation.pl.
Krakowski rynek i knajpy (puby i etc.)…
Nie jestem typem człowieka, który spotkanie ze znajomymi, wyobraża sobie jako pójście w jakieś zatłoczone miejsce, pełne napitych i odurzonych rożnymi dziwnymi specyfikami „dzieciaków”. Słowo „dzieciaki” w tej kwestii przenoszę na płaszczyznę nie wieku, a specyficznego sposobu bycia, mentalności czy jak to tam inaczej nazwać. Dzisiaj miałem wątpliwą przyjemność przebywania w tego typu miejscu. Niestety tak wyszło, że plany się trochę pokrzyżowały i w taki czy inny sposób sytuacja zmusiła mnie do tego, aby zawitać w takim miejscu. Po prostu pięknie na samym wejściu :). Za samo wejście trzeba zapłacić frycowe, potem jeszcze miśkowaty ochroniarz stempluje wchodzących niczym mięso z ubitego tucznika :). Jakoś nie znalazłem sensu do tej pory tych czynności, bo jaki sens jest oznaczać wchodzących w takiej sytuacji? Przecież każdy na wejściu opłaca swą późniejszą „rozrywkę”, a bez tej opłaty nikt wejść przecież nie może. Wchodzi się pojedynczo, zatem… Sam nie wiem, może to ma mieć swój dodatkowy urok- prawie jak „tatuaż” z gum do żucia :). Może ktoś mnie oświeci? Nie znam się.
Zawitałem w takowe miejsce, bo nie chciałem wyjść na aspołecznego- teraz żałuję, to fakt, ale taki był mój wybór.
Pisząc tego posta nie miałem zamiaru opisywać swoich przeżyć i odczuć dotyczących wizytowania w powyżej opisanym miejscu, ale tak wyszło ;). Potraktujmy to jako wstęp.
Co raz gorzej czuję się, gdy muszę/chcę iść na piwo do jakiejś knajpy. Jeśli trafi się na Kazimierz, to jeszcze nie jest źle, ale jak już padnie na Rynek, to ogarnia mnie ogromy żal, bo okazuje się, że tak na prawdę, to nie widzę miejsca dla siebie. Rynek od jakiegoś czasu mieni mi się jako miejsce spędu, oprócz denerwujących British Men, ludzi którzy za swój cel stawiają, za przeproszeniem, nawalić się w trzy dupy, coś w trakcie porobić, a na następny dzień cieszyć się, z tego, że film się urwał- „stary, normalnie ale była zabawa”. Generalizuję, ale też zeknąłem się nie raz z takowymi relacjami przebiegu „zabawy”.
Na Rynku już nie ma knajpek, które mógłbym odwiedzić, po to aby zwyczajnie porozmawiać sobie, wypić przy tym parę piwek i posłuchać w miarę dobrej muzyki. No chyba że w środku tygodnia koło południa :). Nie mam w tej kwestii jakichś wyolbrzymionych potrzeb- ot muzyka, która nie będzie zagłuszała rozmowy i doprowadzała do stanu, w którym muszę krzyczeć, aby mnie usłyszano. Dawno do takowego miejsca nie trafiłem. Zdaję sobie sprawę, że Kraków nie jest mały i pewnie jest sporo miejsc zaspokajających moje wymagania, ale jak widać niekoniecznie łatwo jest na nie trafić. Może mam pecha i dlatego trafiam nie tam gdzie chcę.
Takie czasy, takie potrzeby większości.
Kazimierz jest jednym z takich miejsc, gdzie pewne rzeczy jeszcze nie posunęły się w zmianach do tego stopnia. Uwielbiam te klitki, gdzie jest np 20-50 miejsc siedzących, a czasem o połowę mniej. Siedzisz w pomieszczeniu, które jest stylizowane na XIX wiek lub początek XX, w tle słychać jakiś jazz, albo coś innego subtelnego. Miodzio :). Można wypić parę piwek, w trakcie porozmawiać, wejść w jakąś dyskusję, pośmiać się i spędzić miło czas. Ot taka swego rodzaju ostoja pewnych rzeczy, niemal jak „rezerwat przyrody” :).
Ktoś powie- czemu w takim razie nie idziesz od razu na Kazimierz? Niestety, ale czasem po prostu bliżej, szybciej itd…
Mam nadzieję, że Rynek w tej materii wróci jeszcze do swego wcześniejszego blasku. Gdzie ten dawny smaczek (np.) „Pod Jaszczurami”? Nie chcę, aby było tylko tak jak ja sobie wyobrażam, lecz raczej marzę o jakimś złotym środku- dla każdego coś co mu potrzeba.
Dużym pozytywem jest fakt, iż powstają co raz to liczniej, poza „Starym Miastem” inne ciekawe knajpki. Może z czasem przyciągną większą klientelę.
Na koniec. Ile razy jeszcze muszę dojśc do tego wniosku, aby go praktykować? Wolę być odbierany jako człek aspołeczny, niż idąc w owczym pędzie zawitać w pewne miejsca i robić coś czego nie lubię…
P.S. MPK się poprawiło ;). W końcu jeżdżą autobusy przegubowe i nie ma jednej wielkiej puszki sardynek :D.
P.S. 2 Gorączka.. piątkowej nocy ;). Może ktoś skojarzy ;)
Miał byc koniec już wcześniej, ale.. Nie ma to jak „moja” osiedlowa knajpka. Lepszej pizzy nie jadłem. Pizza z pieca opalanego drewnem :) i piwo jakieś takie lepsze. Może przez te kufle litrowe :P
Bez kategorii