Blog domo

Krakowski rynek i knajpy (puby i etc.)…

by on lut.02, 2008, under Bez kategorii

Nie lubię łażenia po knajpach, siedzenia w nich również. Pewnie dlatego, że dawno nie trafiłem na jakąś porządną, która spełniłaby choć w odrobinie moje wymagania.
Nie jestem typem człowieka, który spotkanie ze znajomymi, wyobraża sobie jako pójście w jakieś zatłoczone miejsce, pełne napitych i odurzonych rożnymi dziwnymi specyfikami „dzieciaków”. Słowo „dzieciaki” w tej kwestii przenoszę na płaszczyznę nie wieku, a specyficznego sposobu bycia, mentalności czy jak to tam inaczej nazwać. Dzisiaj miałem wątpliwą przyjemność przebywania w tego typu miejscu. Niestety tak wyszło, że plany się trochę pokrzyżowały i w taki czy inny sposób sytuacja zmusiła mnie do tego, aby zawitać w takim miejscu. Po prostu pięknie na samym wejściu :) . Za samo wejście trzeba zapłacić frycowe, potem jeszcze miśkowaty ochroniarz stempluje wchodzących niczym mięso z ubitego tucznika :) . Jakoś nie znalazłem sensu do tej pory tych czynności, bo jaki sens jest oznaczać wchodzących w takiej sytuacji? Przecież każdy na wejściu opłaca swą późniejszą „rozrywkę”, a bez tej opłaty nikt wejść przecież nie może. Wchodzi się pojedynczo, zatem… Sam nie wiem, może to ma mieć swój dodatkowy urok- prawie jak „tatuaż” z gum do żucia  :) . Może ktoś mnie oświeci? Nie znam się.
Zawitałem w takowe miejsce, bo nie chciałem wyjść na aspołecznego- teraz żałuję, to fakt, ale taki był mój wybór.

Pisząc tego posta nie miałem zamiaru opisywać swoich przeżyć i odczuć dotyczących wizytowania w powyżej opisanym miejscu, ale tak wyszło ;) . Potraktujmy to jako wstęp.

Co raz gorzej czuję się, gdy muszę/chcę iść na piwo do jakiejś knajpy. Jeśli trafi się na Kazimierz, to jeszcze nie jest źle, ale jak już padnie na Rynek, to ogarnia mnie ogromy żal, bo okazuje się, że tak na prawdę, to nie widzę miejsca dla siebie. Rynek od jakiegoś czasu mieni mi się jako miejsce spędu, oprócz denerwujących British Men, ludzi którzy za swój cel stawiają, za przeproszeniem, nawalić się w trzy dupy, coś w trakcie porobić, a na następny dzień cieszyć się, z tego, że film się urwał- „stary, normalnie ale była zabawa”. Generalizuję, ale też zeknąłem się nie raz z takowymi relacjami przebiegu „zabawy”.

Na Rynku już nie ma knajpek, które mógłbym odwiedzić, po to aby zwyczajnie porozmawiać sobie, wypić przy tym parę piwek i posłuchać w miarę dobrej muzyki. No chyba że w środku tygodnia koło południa :) . Nie mam w tej kwestii jakichś wyolbrzymionych potrzeb- ot muzyka, która nie będzie zagłuszała rozmowy i doprowadzała do stanu, w którym muszę krzyczeć, aby mnie usłyszano. Dawno do takowego miejsca nie trafiłem. Zdaję sobie sprawę, że Kraków nie jest mały i pewnie jest sporo miejsc zaspokajających moje wymagania, ale jak widać niekoniecznie łatwo jest na nie trafić. Może mam pecha i dlatego trafiam nie tam gdzie chcę.
Takie czasy, takie potrzeby większości.

Kazimierz jest jednym z takich miejsc, gdzie pewne rzeczy jeszcze nie posunęły się w zmianach do tego stopnia. Uwielbiam te klitki, gdzie jest np 20-50 miejsc siedzących, a czasem o połowę mniej. Siedzisz w pomieszczeniu, które jest stylizowane na XIX wiek lub początek XX, w tle słychać jakiś jazz, albo coś innego subtelnego. Miodzio :) . Można wypić parę piwek, w trakcie porozmawiać, wejść w jakąś dyskusję, pośmiać się i spędzić miło czas. Ot taka swego rodzaju ostoja pewnych rzeczy, niemal jak „rezerwat przyrody” :) .

Ktoś powie- czemu w takim razie nie idziesz od razu na Kazimierz? Niestety, ale czasem po prostu bliżej, szybciej itd…
Mam nadzieję, że Rynek w tej materii wróci jeszcze do swego wcześniejszego blasku. Gdzie ten dawny smaczek (np.) „Pod Jaszczurami”? Nie chcę, aby było tylko tak jak ja sobie wyobrażam, lecz raczej marzę o jakimś złotym środku- dla każdego coś co mu potrzeba.
Dużym pozytywem jest fakt, iż powstają co raz to liczniej, poza „Starym Miastem” inne ciekawe knajpki. Może z czasem przyciągną większą klientelę.

Na koniec. Ile razy jeszcze muszę dojśc do tego wniosku, aby go praktykować? Wolę być odbierany jako człek aspołeczny, niż idąc w owczym pędzie zawitać w pewne miejsca i robić coś czego nie lubię…

P.S. MPK się poprawiło ;) . W końcu jeżdżą autobusy przegubowe i nie ma jednej wielkiej puszki sardynek :D .
P.S. 2 Gorączka.. piątkowej nocy ;) . Może ktoś skojarzy ;)

Miał byc koniec już wcześniej, ale.. Nie ma to jak „moja” osiedlowa knajpka. Lepszej pizzy nie jadłem. Pizza z pieca opalanego drewnem :) i piwo jakieś takie lepsze. Może przez te kufle litrowe :P

:, , , , , ,

25 Comments for this entry

  • Moon

    Nie lubię nadmiernie piwa, właściwie wcale :) . W takich lokalach najważniejszy jest nastrój i kultura obsługi, jak i ceny. Ostatnie piwo wypite przeze mnie w takim miejscu było naprawdę dobry czas temu w lokalu „U Szkota” (albo podobnie) na gdańskiej Starówce. Najbardziej zapamiętałam kosmiczną cenę szklanki piwa, 14 czy 16 zł.

  • Paweł Domoradzki

    Piwo lubię i to nawet bardzo :)
    Najbardziej pożądanym miejscem dla mnie do wypicia piwka, to… „plener” :]. Nie ma nic lepszego od odpowiednich „okoliczności przyrody” i paru dobrze schłodzonych buteleczek. Zamieniłbym na to każdą „knajpę” itp. miejsca.
    Jak sobie jeszcze wspomnę, np. wyprawę po Beskidach i odpoczynek na Luboniu Wielkim :) . Ehhh, ja chcę wiosny…

    P.S. Nie zapomnę ceny piwa w kasynie, ale tam generalnie szło się z odpowiednią kwotą :>

  • Moon

    Niezbyt chodziłam po górach, mam do nich bardzo daleko…
    Kupowałeś piwo w kasynie… Byłeś w wojsku? Studenci chyba nie muszą?
    Do piwa nie można się za bardzo przyzwyczajać ;) Można skończyć z nałogiem :(

  • Paweł Domoradzki

    http://farm3.static.flickr.com/2074/2237426054_a891092995_b.jpg
    http://farm3.static.flickr.com/2176/2216441379_395da1538a_b.jpg
    Tam piwko smakuje specyficznie :) )

    Wojsko? Nie, dziękuję.
    Nie rozumiem? Nie znam kasyn, więc… W kasynach nie da się kupić piwa? :D
    Kasyno jakoś tak kiedyś się odwiedziło. Powiedzmy, ze „wędrówka ludów” i jakoś tak nad ranem się tam trafiło :) .

    Skąd się wzięło nawiązanie do nałogu? :> Nie lubisz piwa i ktoś kto lubi tzn, że winien walczyć z nałogiem? :D

  • Moon

    Nie zamierzałam Ci wymyślać od alkoholików, Paweł ;) . Chciałam Cię tylko ostrzec, abyś nie doczekał takiego dnia, że nie będziesz mógł przeżyć bez piwa…
    Ja nigdy szczególnie nie lubiłam alkoholu, może dlatego że jestem alergikiem i wszelka chemia na mnie źle wpływa :) .

  • Paweł Domoradzki

    Chemia? Hmmm, nie używasz mydła, szamponu, pasty do zębów i całej rzeszy produktów spożywczych itd? :> A może chodzi Ci raczej o same rzeczy związane z alkoholem? jeśli tak, to w piwku mniej chemii ;) .

  • Moon

    Miałeś chyba na myśli kasyno-szulernię, a ja sądziłam, że kasyno wojskowe…
    Byłam raz w kasynie, gdzie gra się w ruletkę. Okropni ludzie, chorzy na uzależnienie od hazardu, niektórzy i do narkotyków, gęsta atmosfera :(

  • Moon

    Używam tych produkty, ale część z nich mi szkodzi, i np. muszę zmienić szampon na droższy, z mniej uczulającą substancją zapachową, poza tym nie lubię chleba z chemicznymi spulchniaczami, wolę chleb produkowany w miarę naturalnymi metodami, a w ogóle nie jem zbyt wiele chleba :) .
    Będę musiała znowu napić sie tego piwa, skoro mówisz, że takie dobre :) . Potem rozboli mnie głowa i będę senna, a wcześniej stracę nastrój :(

  • Paweł Domoradzki

    Zgadza się, takie samo miałem wtedy odczucie. Byłem raz jedyny i dziwnie mi się obserwowało pewne zachowania ludzi. Byłem jako towarzysz, obserwator. Przykro było patrzeć na niektórych ludzi. To był nałóg. Hazard. cienka granica. Pewnie podobnie jak z alkoholem.

  • Moon

    Wino nie psuje nastroju tak bardzo, jak piwo.

  • Paweł Domoradzki

    Zdaję sobie z tego sprawę, że pewne rzeczy nie są stworzone w zbyt odpowiedni sposób, jeśli chodzi o uczuleniowców. Ja mam akurat w tej kwestii problem z niektórymi partiami owoców. Niektóre są zbyt mocno potraktowane różnymi specyfikami, później jest kiepsko.
    W tej materii piwo jest raczej dość neutralne. Stosunkowo mało „chemii”, nawet porównując do wspomnianego przez Ciebie chlebka.
    Najlepszym alkoholem w takiej sytuacji, byłoby domowej roboty winko :) . Moje dojrzewa do rozlania w buteleczki :) . Zero innych materiałów aniżeli naturalne. Cukier, owoce, drożdże :D . Mniami :].

  • Paweł Domoradzki

    Piwko nie psuje mi nastroju :)
    Mając na uwadze ile konwersacji się nawiązało dzięki niemu, to śmiem twierdzić, że w pewnych sytuacjach sprzyja. Nie twierdzę, że jest niezbędne do tych czynności, ale jest w specyficznych sytuacjach swoistym katalizatorem :) .
    Dobre piwo nie jest złe ;)

  • Moon

    :) Bede musiala sie napic tego piwa. Zobacze jak sie rozmawia…
    (zepsuly mi sie polskie znaki – musze potem ustawic)

    A czy H2OH5 (alkohol) czy jakos tak to nie jest chemia?

  • Paweł Domoradzki

    W takim razie, cokolwiek co by się nie spożywało jest „chemią” ;)
    Patrz Woda :D

  • Moon

    No wlasnie :) .Alkohol nie jest jednak niezbedny dla organizmu, a woda jest, wiec to jest ta gorsza chemia…

  • Moon

    Ale sie pomylilam w sprawie alkoholu :( C2H5OH

  • Paweł Domoradzki

    Nie jest niezbędny w taki sam sposób jak woda :) Aczkolwiek w winku też jest woda ;)
    Generalnie uważam, że można korzystać z wielu „używek”, każda z nich może nieść coś pozytywnego- byleby z umiarem stosować. Z niektórymi „witaminami” tak samo.
    Wszystko jest dla ludzi, ale nie każda ilość.

  • Moon

    Nie uwazam, ze narkotyki tez sa po to, aby korzystac :(
    Nie uzywam. Przy alergii mozna po prostu umrzec od narkotyku.

  • Paweł Domoradzki

    Praca od 9:00. Muszę kończyć… trzeba rano wstać :/ Pozdrawiam :)
    P.S.
    Będzie weekend to w kwestii winka przejdę od słów, do czynów. Mam nadzieję, że już będzie takie jak ma być ;) .

  • Paweł Domoradzki

    Narkotyki.. W dużym stopniu jest to kwestia nazewnictwa, kulturowa a przede wszystkim prawna. Nie używam żadnego w nomenklaturze polskiej. W pewnym sensie, pod narkotyk podciągnąłbym alkohol, tytoń, kawę, herbatę a nawet słodycze.

  • Moon

    Dobranoc. Pozdrawiam :)

  • Moon

    Tak, masz racje w kwestii narkotykow.

  • Paweł Domoradzki

    Dobranoc raz jeszcze :)
    P.S.Przez jakiś czas muszę się dostosować do sytuacji, choćby takiej, że trzeba wstać przez kilka dni pod rząd przed 7:00 AM :) póki co, jak dla mnie jest to jedna wielka masakra… Do tego dochodzi pora roku i czas wschodu słońca- znów przywitam patrząc przez okno :>

  • Moon

    Za kilka dni, 1-2 tyg., sie przyzwyczaisz :)

  • Moon

    Ja tez musze sie nauczyc wczesniej chodzic spac, bo ten nocny tryb zycia zaczyna mnie wykanczac :(

Leave a Reply

Looking for something?

Use the form below to search the site:

Still not finding what you're looking for? Drop a comment on a post or contact us so we can take care of it!