Krakowski rynek i knajpy (puby i etc.)…
by Pawe Domoradzki on lut.02, 2008, under Bez kategorii
Nie jestem typem człowieka, który spotkanie ze znajomymi, wyobraża sobie jako pójście w jakieś zatłoczone miejsce, pełne napitych i odurzonych rożnymi dziwnymi specyfikami „dzieciaków”. Słowo „dzieciaki” w tej kwestii przenoszę na płaszczyznę nie wieku, a specyficznego sposobu bycia, mentalności czy jak to tam inaczej nazwać. Dzisiaj miałem wątpliwą przyjemność przebywania w tego typu miejscu. Niestety tak wyszło, że plany się trochę pokrzyżowały i w taki czy inny sposób sytuacja zmusiła mnie do tego, aby zawitać w takim miejscu. Po prostu pięknie na samym wejściu
Zawitałem w takowe miejsce, bo nie chciałem wyjść na aspołecznego- teraz żałuję, to fakt, ale taki był mój wybór.
Pisząc tego posta nie miałem zamiaru opisywać swoich przeżyć i odczuć dotyczących wizytowania w powyżej opisanym miejscu, ale tak wyszło
. Potraktujmy to jako wstęp.
Co raz gorzej czuję się, gdy muszę/chcę iść na piwo do jakiejś knajpy. Jeśli trafi się na Kazimierz, to jeszcze nie jest źle, ale jak już padnie na Rynek, to ogarnia mnie ogromy żal, bo okazuje się, że tak na prawdę, to nie widzę miejsca dla siebie. Rynek od jakiegoś czasu mieni mi się jako miejsce spędu, oprócz denerwujących British Men, ludzi którzy za swój cel stawiają, za przeproszeniem, nawalić się w trzy dupy, coś w trakcie porobić, a na następny dzień cieszyć się, z tego, że film się urwał- „stary, normalnie ale była zabawa”. Generalizuję, ale też zeknąłem się nie raz z takowymi relacjami przebiegu „zabawy”.
Na Rynku już nie ma knajpek, które mógłbym odwiedzić, po to aby zwyczajnie porozmawiać sobie, wypić przy tym parę piwek i posłuchać w miarę dobrej muzyki. No chyba że w środku tygodnia koło południa
. Nie mam w tej kwestii jakichś wyolbrzymionych potrzeb- ot muzyka, która nie będzie zagłuszała rozmowy i doprowadzała do stanu, w którym muszę krzyczeć, aby mnie usłyszano. Dawno do takowego miejsca nie trafiłem. Zdaję sobie sprawę, że Kraków nie jest mały i pewnie jest sporo miejsc zaspokajających moje wymagania, ale jak widać niekoniecznie łatwo jest na nie trafić. Może mam pecha i dlatego trafiam nie tam gdzie chcę.
Takie czasy, takie potrzeby większości.
Kazimierz jest jednym z takich miejsc, gdzie pewne rzeczy jeszcze nie posunęły się w zmianach do tego stopnia. Uwielbiam te klitki, gdzie jest np 20-50 miejsc siedzących, a czasem o połowę mniej. Siedzisz w pomieszczeniu, które jest stylizowane na XIX wiek lub początek XX, w tle słychać jakiś jazz, albo coś innego subtelnego. Miodzio
. Można wypić parę piwek, w trakcie porozmawiać, wejść w jakąś dyskusję, pośmiać się i spędzić miło czas. Ot taka swego rodzaju ostoja pewnych rzeczy, niemal jak „rezerwat przyrody”
.
Ktoś powie- czemu w takim razie nie idziesz od razu na Kazimierz? Niestety, ale czasem po prostu bliżej, szybciej itd…
Mam nadzieję, że Rynek w tej materii wróci jeszcze do swego wcześniejszego blasku. Gdzie ten dawny smaczek (np.) „Pod Jaszczurami”? Nie chcę, aby było tylko tak jak ja sobie wyobrażam, lecz raczej marzę o jakimś złotym środku- dla każdego coś co mu potrzeba.
Dużym pozytywem jest fakt, iż powstają co raz to liczniej, poza „Starym Miastem” inne ciekawe knajpki. Może z czasem przyciągną większą klientelę.
Na koniec. Ile razy jeszcze muszę dojśc do tego wniosku, aby go praktykować? Wolę być odbierany jako człek aspołeczny, niż idąc w owczym pędzie zawitać w pewne miejsca i robić coś czego nie lubię…
P.S. MPK się poprawiło
. W końcu jeżdżą autobusy przegubowe i nie ma jednej wielkiej puszki sardynek
.
P.S. 2 Gorączka.. piątkowej nocy
. Może ktoś skojarzy
Miał byc koniec już wcześniej, ale.. Nie ma to jak „moja” osiedlowa knajpka. Lepszej pizzy nie jadłem. Pizza z pieca opalanego drewnem
i piwo jakieś takie lepsze. Może przez te kufle litrowe
Luty 3rd, 2008 on 17:37
Nie lubię nadmiernie piwa, właściwie wcale
. W takich lokalach najważniejszy jest nastrój i kultura obsługi, jak i ceny. Ostatnie piwo wypite przeze mnie w takim miejscu było naprawdę dobry czas temu w lokalu „U Szkota” (albo podobnie) na gdańskiej Starówce. Najbardziej zapamiętałam kosmiczną cenę szklanki piwa, 14 czy 16 zł.
Luty 4th, 2008 on 22:30
Piwo lubię i to nawet bardzo
. Ehhh, ja chcę wiosny…
Najbardziej pożądanym miejscem dla mnie do wypicia piwka, to… „plener” :]. Nie ma nic lepszego od odpowiednich „okoliczności przyrody” i paru dobrze schłodzonych buteleczek. Zamieniłbym na to każdą „knajpę” itp. miejsca.
Jak sobie jeszcze wspomnę, np. wyprawę po Beskidach i odpoczynek na Luboniu Wielkim
P.S. Nie zapomnę ceny piwa w kasynie, ale tam generalnie szło się z odpowiednią kwotą :>
Luty 4th, 2008 on 22:52
Niezbyt chodziłam po górach, mam do nich bardzo daleko…
Można skończyć z nałogiem
Kupowałeś piwo w kasynie… Byłeś w wojsku? Studenci chyba nie muszą?
Do piwa nie można się za bardzo przyzwyczajać
Luty 4th, 2008 on 23:07
http://farm3.static.flickr.com/2074/2237426054_a891092995_b.jpg
)
http://farm3.static.flickr.com/2176/2216441379_395da1538a_b.jpg
Tam piwko smakuje specyficznie
Wojsko? Nie, dziękuję.
.
Nie rozumiem? Nie znam kasyn, więc… W kasynach nie da się kupić piwa?
Kasyno jakoś tak kiedyś się odwiedziło. Powiedzmy, ze „wędrówka ludów” i jakoś tak nad ranem się tam trafiło
Skąd się wzięło nawiązanie do nałogu? :> Nie lubisz piwa i ktoś kto lubi tzn, że winien walczyć z nałogiem?
Luty 4th, 2008 on 23:18
Nie zamierzałam Ci wymyślać od alkoholików, Paweł
. Chciałam Cię tylko ostrzec, abyś nie doczekał takiego dnia, że nie będziesz mógł przeżyć bez piwa…
.
Ja nigdy szczególnie nie lubiłam alkoholu, może dlatego że jestem alergikiem i wszelka chemia na mnie źle wpływa
Luty 4th, 2008 on 23:25
Chemia? Hmmm, nie używasz mydła, szamponu, pasty do zębów i całej rzeszy produktów spożywczych itd? :> A może chodzi Ci raczej o same rzeczy związane z alkoholem? jeśli tak, to w piwku mniej chemii
.
Luty 4th, 2008 on 23:27
Miałeś chyba na myśli kasyno-szulernię, a ja sądziłam, że kasyno wojskowe…
Byłam raz w kasynie, gdzie gra się w ruletkę. Okropni ludzie, chorzy na uzależnienie od hazardu, niektórzy i do narkotyków, gęsta atmosfera
Luty 4th, 2008 on 23:34
Używam tych produkty, ale część z nich mi szkodzi, i np. muszę zmienić szampon na droższy, z mniej uczulającą substancją zapachową, poza tym nie lubię chleba z chemicznymi spulchniaczami, wolę chleb produkowany w miarę naturalnymi metodami, a w ogóle nie jem zbyt wiele chleba
.
. Potem rozboli mnie głowa i będę senna, a wcześniej stracę nastrój
Będę musiała znowu napić sie tego piwa, skoro mówisz, że takie dobre
Luty 4th, 2008 on 23:36
Zgadza się, takie samo miałem wtedy odczucie. Byłem raz jedyny i dziwnie mi się obserwowało pewne zachowania ludzi. Byłem jako towarzysz, obserwator. Przykro było patrzeć na niektórych ludzi. To był nałóg. Hazard. cienka granica. Pewnie podobnie jak z alkoholem.
Luty 4th, 2008 on 23:38
Wino nie psuje nastroju tak bardzo, jak piwo.
Luty 4th, 2008 on 23:42
Zdaję sobie z tego sprawę, że pewne rzeczy nie są stworzone w zbyt odpowiedni sposób, jeśli chodzi o uczuleniowców. Ja mam akurat w tej kwestii problem z niektórymi partiami owoców. Niektóre są zbyt mocno potraktowane różnymi specyfikami, później jest kiepsko.
. Moje dojrzewa do rozlania w buteleczki
. Zero innych materiałów aniżeli naturalne. Cukier, owoce, drożdże
. Mniami :].
W tej materii piwo jest raczej dość neutralne. Stosunkowo mało „chemii”, nawet porównując do wspomnianego przez Ciebie chlebka.
Najlepszym alkoholem w takiej sytuacji, byłoby domowej roboty winko
Luty 4th, 2008 on 23:45
Piwko nie psuje mi nastroju
.
Mając na uwadze ile konwersacji się nawiązało dzięki niemu, to śmiem twierdzić, że w pewnych sytuacjach sprzyja. Nie twierdzę, że jest niezbędne do tych czynności, ale jest w specyficznych sytuacjach swoistym katalizatorem
Dobre piwo nie jest złe
Luty 4th, 2008 on 23:53
(zepsuly mi sie polskie znaki – musze potem ustawic)
A czy H2OH5 (alkohol) czy jakos tak to nie jest chemia?
Luty 4th, 2008 on 23:55
W takim razie, cokolwiek co by się nie spożywało jest „chemią”
Patrz Woda
Luty 4th, 2008 on 23:58
No wlasnie
.Alkohol nie jest jednak niezbedny dla organizmu, a woda jest, wiec to jest ta gorsza chemia…
Luty 5th, 2008 on 0:04
Ale sie pomylilam w sprawie alkoholu
C2H5OH
Luty 5th, 2008 on 0:05
Nie jest niezbędny w taki sam sposób jak woda
Aczkolwiek w winku też jest woda 
Generalnie uważam, że można korzystać z wielu „używek”, każda z nich może nieść coś pozytywnego- byleby z umiarem stosować. Z niektórymi „witaminami” tak samo.
Wszystko jest dla ludzi, ale nie każda ilość.
Luty 5th, 2008 on 0:11
Nie uwazam, ze narkotyki tez sa po to, aby korzystac
Nie uzywam. Przy alergii mozna po prostu umrzec od narkotyku.
Luty 5th, 2008 on 0:12
Praca od 9:00. Muszę kończyć… trzeba rano wstać :/ Pozdrawiam
.
P.S.
Będzie weekend to w kwestii winka przejdę od słów, do czynów. Mam nadzieję, że już będzie takie jak ma być
Luty 5th, 2008 on 0:15
Narkotyki.. W dużym stopniu jest to kwestia nazewnictwa, kulturowa a przede wszystkim prawna. Nie używam żadnego w nomenklaturze polskiej. W pewnym sensie, pod narkotyk podciągnąłbym alkohol, tytoń, kawę, herbatę a nawet słodycze.
Luty 5th, 2008 on 0:16
Dobranoc. Pozdrawiam
Luty 5th, 2008 on 0:17
Tak, masz racje w kwestii narkotykow.
Luty 5th, 2008 on 0:29
Dobranoc raz jeszcze
póki co, jak dla mnie jest to jedna wielka masakra… Do tego dochodzi pora roku i czas wschodu słońca- znów przywitam patrząc przez okno :>
P.S.Przez jakiś czas muszę się dostosować do sytuacji, choćby takiej, że trzeba wstać przez kilka dni pod rząd przed 7:00 AM
Luty 5th, 2008 on 0:33
Za kilka dni, 1-2 tyg., sie przyzwyczaisz
Luty 5th, 2008 on 0:38
Ja tez musze sie nauczyc wczesniej chodzic spac, bo ten nocny tryb zycia zaczyna mnie wykanczac